Postaw na wideo
Postaw na wideo

Tworzenie materiałów wideo wydaje się łatwe, ale żeby były one atrakcyjne i przyjemne do oglądania, musimy znać podstawowe zasady pracy z kamerą. Nawet najciekawsze tematy można „spalić” niewłaściwą perspektywą czy tłem. O tajniki tworzenia filmików pytamy Sylwię Dąbrowską, gościa 41. Kongresu LNE.

 

LNE: Jest pani instruktorem teatralnym i pedagogiem dramy. Skąd pomysł na zajęcie się wideomarketingiem?

Sylwia Dąbrowska: Można powiedzieć, że wyrosłam ze sceny. Jestem absolwentką Akademii Teatralnej w Gardzienicach, pracowałam wiele lat w edukacji, dziś współpracuję m.in. z Centrum Sztuki Współczesnej Łaźnia czy z ośrodkami kultury w Trójmieście. W pewnym momencie poczułam jednak, że chciałabym iść o krok dalej i wykorzystać swoją wiedzę w nieco inny sposób. Zauważyłam, że techniki, ćwiczenia oraz umiejętności sceniczne, których nauczyłam się i które wykorzystywałam w swojej pracy, mogę bardzo dobrze przełożyć na to, co dzieje się w świecie wideo. Oczywiście mam tu na myśli wideo komercyjne, tzw. kontentowe. Zaczęłam uczyć ludzi tego, co mają robić, aby świetnie wypadać przed kamerą, jak wykorzystując techniki aktorskie, mogą przygotować się do nagrywania angażujących materiałów. 
Stworzyłam swój autorski program szkoleniowy, bo tych zasad nie da się przełożyć jeden do jednego. Występ przed kamerą to nie aktorstwo, nie ma tu budowania roli, kreowania postaci. Uczę moich kursantów szukać potencjału, który w sobie mają (a każdy ma) i przez różnego rodzaju ćwiczenia pomagam im zobaczyć, z czego mogą korzystać. Pomagam okiełznać tworzenie dobrych materiałów filmowych krok po kroku.

 

Czyli to, co widzimy na filmikach, nie ma nic wspólnego ze spontanicznością?

Takie pytania pojawiają się często – co z autentycznością? Ja uczę ludzi, biorąc pod uwagę ich naturalne warunki, nie tworzymy od nowa czegoś, czego dana osoba nie ma, nie budujemy roli czy nowego wizerunku. Moje ulubione porównanie: mamy różne twarze, inni jesteśmy w domu, inni w pracy, inaczej zachowujemy się np. w urzędzie, a jeszcze inaczej na randce. Dobrze byłoby, żebyśmy budując naszą osobistą markę i wysyłając jakiś przekaz w świat, zastanowili się, jakie wrażenie chcemy zrobić, jakie emocje wywołać, i żebyśmy robili to świadomie. 

 

A kiedy pojawił się w pani pracy tzw. wideomarketing?

Z czasem wchodząc coraz głębiej w marketing i tzw. content marketing, zaczęłam zwracać uwagę na fakt, że oprócz tego, że dobrze wypadamy przed kamerą, bardzo ważne jest sposób, w jaki mówimy, i to, o czym mówimy, czyli budowanie angażującego przekazu. Nie uczę wideomarketingu w takim bardzo klasycznym rozumieniu, gdzie np. wymyśla się, jak zrobić 6-sekundowy spot reklamowy na Youtube, nie uczę też storytellingu, czyli opowiadania o swoim produkcie. Ja uczę budować content marketing w formie wideo. Czyli pokazuję, jak tworzyć materiały filmowe, które oferujemy naszym odbiorcom czy klientom, i jak za pomocą formy wizualnej dostarczyć im ciekawych treści. Dziś mamy bardzo dużo różnych formatów i przestrzeni, w których możemy wideo umieszczać. 

 


W branży beauty widzę ogromny potencjał, ale też wiem, że profesjonaliści odczuwają pewien opór przed wideo. Dlaczego? Bo skoro to branża beauty, to trzeba pięknie wypaść na filmie, nie możemy pozwolić tu sobie na dysonans poznawczy. 


 

To chyba środowisko, w którym wszystko bardzo szybko się zmienia?

Tak! Ostatnio robiłam live’a o trendach w wideomarketingu i zdałam sobie sprawę, że pół roku wcześniej powiedziałabym zupełnie coś innego. To nie jest tak, że te tendencje ktoś sobie wymyśla, a one przyjmują się albo nie – one z czegoś wynikają i powinniśmy mieć świadomość z czego. Dziś wszyscy słyszymy: „wideo działa”, „wideo podbija świat”, więc dużo osób ma poczucie, że musi to wideo robić. Nie jest to jednak takie proste. Dobrze jest wiedzieć, ile czasu powinno trwać wideo na Facebook, a ile na Instagram czy na Youtube. Odbiorcy danego medium wykazują określone zachowania i mają swoje preferencje, ich poznanie to podstawa. Do tego powinniśmy wiedzieć, jak dobierać formaty filmów, czy ten filmik ma na długo zachować aktualność, czy to tzw. wideo efemeryczne (np. live’y czy relacje). Ważne jest, abyśmy myśleli pod kątem naszych odbiorców – z jakich kanałów korzystają, co lubią, czego potrzebują. Bardzo ważny jest też nasz własny cel marketingowy. Czy jesteśmy na początku działalności i budujemy markę, czy mamy swoją markę i klientów, ale chcemy ich bardziej zaangażować, czy zależy nam na dialogu czy jednostronnym przekazywaniu informacji? Pytań, które powinniśmy sobie zadać, jest sporo.
Pracę ułatwia planowanie i myślenie strategiczne. Możemy za jednym razem nagrać sobie więcej materiałów i zaplanować ich wykorzystanie w różnych kanałach przez następne 2–3 tygodnie. Redystrybucja treści to też ważny temat w mojej pracy.

 

 

Muszę zapytać, czy naprawdę „wideo to przyszłość” i czy ten trend dotyczy także branży beauty?

Każda branża ma swoją przestrzeń na wykorzystanie wideo. Od kilku miesięcy współpracuję z branżą beauty i dość mocno ją przebadałam. Współpracowałam już z właścicielkami salonów czy szkoleniowcami z tej branży, ucząc ich, jak wykorzystać wideo w praktyce. Dostaję od nich informacje, że ta forma sprawdza się bardzo dobrze i obserwują większe zainteresowanie swoimi usługami, mają lepszy kontakt z klientami. W branży beauty świetnie działa marketing szeptany, czyli tzw. polecanie. Jak więc możemy uzyskać więcej poleceń? Wychodząc naprzeciw klientom, zastanawiając się, co możemy im zaoferować, np. w serii webinarów, zdobywamy ich zainteresowanie i zaufanie. To bardzo ważne. Klientki (nawet te przyszłe) czują, że mają z nami relację. Jedna z moich klientek zaangażowała w tworzenie wideo recepcjonistkę (nie musimy robić wszystkiego sami) i potem klientki wchodzące do gabinetu mówiły od progu „panią już znam!”. To skraca dystans, ułatwia nawiązywanie kontaktów. W branży beauty widzę ogromny potencjał, ale też wiem, że profesjonaliści odczuwają pewien opór przed wideo. Dlaczego? Bo skoro to branża beauty, to trzeba pięknie wypaść na filmie, nie możemy pozwolić tu sobie na dysonans poznawczy. Dlatego też uczę krok po kroku, jak domowymi sposobami i wykorzystując sprzęt, który mamy, nagrać dobre wideo. Przy nagrywaniu filmiku nie musimy korzystać z pomocy profesjonalnej ekipy, to nie do końca musi się sprawdzić i nie o to w tym chodzi. 

 


Bardzo istotne jest, by przed nagrywaniem poznać tajniki pracy z kamerą – mieć świadomość tego, na co uwagę zwracają widzowie, i nie pozwalać sobie na bylejakość.


 

Czyli tworzenie wideo nie musi być trudne i drogie?

Podstawowy sprzęt, który jest absolutnym minimum, to smartfon. Tablet i komputer też się sprawdzą. Sprzęt oczywiście musi mieć jakieś podstawowe parametry, ale w czasach, gdy zmieniamy telefon średnio co dwa lata, to nie powinien być problem. Ja nie zachęcam na początku do inwestycji w sprzęt, także przestrzeń do kręcenia filmów możemy stworzyć domowymi sposobami. Bardzo istotne jest jednak, by przed nagrywaniem poznać tajniki pracy z kamerą – mieć świadomość tego, na co uwagę zwracają widzowie, i nie pozwalać sobie na bylejakość. Trzeba zadbać o odpowiednią perspektywę, kadr i stabilizację obrazu. I najważniejsze – światło powinno być z przodu, nigdy nie ustawiamy lampy za osobą filmowaną. Salony beauty są często bardzo jasne i warto wykorzystać wtedy przede wszystkim naturalne światło – jest najlepsze, dzięki niemu wyglądamy naturalnie. Jesienią czy zimą trudno będzie nam działać tylko z naturalnym oświetleniem, wtedy trzeba dokupić lampę albo trochę poeksperymentować. Klienci często pytają mnie, jaką kamerę kupić, ale na wstępie zawsze zalecam pracę ze światłem. Zestaw lamp doświetlających to koszt ok. 250 zł, a kamera kilka–kilkanaście razy więcej. 

 

Sprzęt i światło to jednak nie wszystko…

Trzecim bardzo istotnym elementem dobrego wideo jest perspektywa, która powinna być naturalna, nie żabia czy ptasia (o nich opowiem więcej na kongresowym wykładzie). Co to oznacza w praktyce? Że kamera powinna znajdować się na wysokości naszego wzroku, a my mamy patrzeć prosto w oko kamery. Brzmi łatwo, ale proszę mi wierzyć, że to bardzo trudne. Różne rzeczy przyciągają podczas kręcenia naszą uwagę – patrzymy na siebie zamiast w obiektyw czy rozglądamy się wokół. Najczęściej też trzymamy smartfon poniżej linii wzroku i wtedy patrzymy na naszych odbiorców z góry – to bardzo niekorzystna perspektywa. Niezwykle istotny jest też kadr – nasza postać powinna znajdować się w odpowiedniej odległości od kamery. Jeśli odbiorcy widzą głównie nasz nos czy oko, nie jest to dobre ujęcie. Z drugiej strony nie chodzi o to, żeby było widać całą naszą sylwetkę, dlatego nie możemy też być za daleko. Wtedy może nie widać zmarszczek czy niedoskonałości, ale też nie budujemy relacji z odbiorcą. Optymalny jest kadr od klatki piersiowej w górę, z kawałkiem powietrza nad postacią (naprawdę niewielkim – trzeba na to uważać przy kręceniu w pionie). Stabilizacja obrazu też jest ważna. Z jednej strony chcemy autentycznych nagrań typu „wideo z ręki”, ale z drugiej takie filmy ciężko się ogląda – wyłączamy je po kilku sekundach. Warto skorzystać ze statywu czy po prostu stabilnie ustawić telefon.

 

Z czym wideodebiutanci mają największy problem? 

Ludzie bardzo stresują się nagrywaniem filmów. Czują, że powinni nagrywać, promować w ten sposób swój biznes i budować markę, ale trema ich paraliżuje. Czasem nawet nagrywają jakieś filmiki, ale nie opuszczają one ich wirtualnej szuflady, bo nie lubią swojego głosu, tego jak wyglądają czy zachowują się przed kamerą. Czasem też mówią wprost „to nie jestem ja” – naturalnie zachowują się zupełnie inaczej. To zdarza się nawet szkoleniowcom, którzy występują przed dużą publicznością, ale perspektywa nagrania ich w akcji jest dla nich paraliżująca. Ludzie obawiają się także, że nie mają nic do powiedzenia, że nie stworzą angażującego przekazu. 
Zdarza się też, że problem leży zupełnie gdzie indziej – przychodzą do mnie osoby, które chcą nagrywać, ale nie wiedzą, jakie kanały komunikacji wybrać, jak podzielić materiał na mniejsze części itp. Czasem też szukają strategii, która pomoże im osiągnąć wyznaczony cel.

 


Ludzie bardzo stresują się nagrywaniem filmów. Czują, że powinni nagrywać, promować w ten sposób swój biznes i budować markę, ale trema ich paraliżuje.


 

Jakie najśmieszniejsze błędy popełniają osoby zaczynające swoją przygodę z wideo?

Najważniejsze to się przełamać, więc wszystko, co robimy potem, jest już na plus (śmiech). Najwięcej wpadek przy początkach tworzenia wideo dotyczy perspektywy czy światła. Najczęściej powodów do śmiechu dostarcza nam zapominanie, że to, co jest za nami na nagraniu, może o nas dużo powiedzieć, a wręcz wykrzyczeć. Tło ma duże znaczenie! Czasem działa to na zasadzie przekazu podprogowego – widz nie jest tego do końca świadomy, ale koduje sobie pewne wrażenia. A z zabawnych sytuacji – kiedyś jeden z uczestników grupy, którą prowadziłam, nagrywał na tle regału z książkami. Wydawałoby się, że to neutralne tło, które pasuje do każdego, jednak na tym regale ustawione były kartki urodzinowe od znajomych z „zabawnymi”, trochę wulgarnymi rysunkami i szczerze – nikt nie skupiał się na tym, co on mówi. Cała uwaga widzów skupiała się na tych kartkach. Świadomość tego, co nas otacza, jest bardzo ważna.

 

Będzie pani wykładowcą na 41. Kongresie LNE – jaką wiedzą podzieli się pani z uczestnikami sesji biznesowej?

Powiem, jak zacząć pracować z formatem wideo – jak dobrze wypadać przed kamerą i przygotowywać angażujące materiały, wykorzystując możliwości, jakie mamy. Na co zwracać uwagę i czego unikać. To będzie solidna dawka praktycznej wiedzy!

 

Zobacz program 41. Kongresu i Targów LNE
ZOBACZ WIĘCEJ
To tylko fragment
Pełny artykuł czytajza darmo
SPRAWDŹ