Bądź zdrowsza!

O własnej, wyboistej drodze do zdrowia, o ogromnej pasji i trafiających w sedno autorskich projektach, realizowanych głównie dla kobiet – rozmawiamy z Kariną Janas, dietetykiem klinicznym, gościem 38. Kongresu LNE.

LNE: Jest pani dietetykiem klinicznym, ale pracowała pani także jako stomatolog. Proszę opowiedzieć o swojej – trzeba przyznać – zaskakującej drodze zawodowej.
Karina Janas:
Rzeczywiście studiowałam kierunek lekarsko-dentystyczny w Krakowie, ale niemal od 9 lat nie pracuję przy fotelu, dlatego zrezygnowałam z prawa wykonywania zawodu. To nie była łatwa decyzja w moim życiu. Złożyły się na nią dwie rzeczy: po pierwsze mój stan zdrowia, po drugie zderzenie z realiami pracy. Miałam w związku z pewną historią wielkie marzenie – żeby zająć się stomatologią. Mój tata zachorował na nowotwór wargi dolnej, gdy miałam 14 lat. Pani stomatolog skierowała go na diagnostykę. Z ogromnej wdzięczności i podziwu dla niej postanowiłam zostać dentystą. Moje wyobrażenie tego zawodu nie miało jednak przełożenia na praktykę. W Polsce w ogóle nie jest realizowana profilaktyka stomatologiczna. Zlikwidowano gabinety stomatologiczne w szkołach, opieka dentystyczna jest tak naprawdę sprywatyzowana. A ja marzyłam, że będę stomatologiem dziecięcym i będę zajmować się właśnie profilaktyką. Odkryłam w sobie inne powołanie. Chciałam pracować z pacjentami. Poszłam więc na kolejne studia i zostałam dietetykiem klinicznym. Doświadczenia pracy przy fotelu i studia medyczne bardzo mocno zaprocentowały w mojej pracy w gabinecie. 

Jakie doświadczenia?
Jeśli ktoś regularnie, co 6 miesięcy odwiedza gabinet stomatologiczny, lekarze mogą wychwycić wiele chorób, które manifestują się w jamie ustnej. Jama ustna, przewód pokarmowy, trawienie mają w procesie diagnostycznym bardzo duże znaczenie. Wiedza medyczna jest niezwykle przydatna w pracy dietetyka. 
Pani osobiste doświadczenia związane są ze zdrowiem i długotrwałą diagnostyką, jakiej sama się pani poddawała.   
Moja rodzina była dziesiątkowana przez choroby. Z nowotworem walczył mój tata, problemy nowotworowe miała także moja mama. Po drodze zachorowali dziadek i babcia. Szybko dojrzałam. Po pierwszym roku studiów w Krakowie sama zachorowałam. Na praktykach zaraziłam się wirusowym zapaleniem wątroby typu B – choroba miała na tyle ciężki przebieg, że musiałam zdecydować się na urlop dziekański. To był dla mnie szok. Wtedy też pierwszy raz poczułam, czym jest depresja. Długie tygodnie leżałam w szpitalu, nie reagowałam normalnie na leczenie. Po powrocie na studia było jeszcze gorzej. Ta choroba odpaliła całą kaskadę różnych dziwnych symptomów. Jako 4-latka miałam kleszcza wbitego w prawy płat tarczycy i funkcjonowałam z niezdiagnozowaną neuroboreliozą przez 30 lat. I choć zgłaszałam ten przypadek lekarzom, nie doczekałam się diagnozy. W międzyczasie ogłuchłam – mam głuchotę stopnia ciężkiego na lewe ucho jako wynik boreliozy i koinfekcji. I tak naprawdę zdiagnozowałam się 2 lata temu sama. Latami także chodziłam z niedoczynnością tarczycy, bo wynik TSH był w normie. Wielokierunkowe działania, jakie podejmowałam, pozwoliły mi wrócić do życia i funkcjonowania, do takiej siły, że mogę się nią jeszcze dzielić z innymi.

Dzieli się pani swoją wiedzą nie tylko podczas konsultacji indywidualnych, prowadzi pani także portal „Zdrowsi w 90 dni”, na którym można zapoznać się z interesującymi webinarami układającymi się w kompleksowy program prozdrowotny. Skąd pomysł na takie działania w Internecie? 
Założyłam „Zdrowsi w 90 dni” równo 5 lat temu, początkowo jako pomoc dla moich pacjentów. Działałam lokalnie, w Siedlcach. Podczas wizyt z pacjentami przechodziliśmy przez 6 obszarów higieny zdrowia i właściwie za każdym razem powtarzałam to samo. Bardzo wydłużało to czas wizyt, ale trudno było z tych treści zrezygnować, bo są bardzo ważne. Postanowiłam nagrać materiał, żeby uprościć sobie pracę. To była taka praca domowa dla moich pacjentów. Okazało się, że bardzo mało wiedzą np. na temat pasożytów i kuracji przeciwpasożytniczych. Doświadczają wielu objawów, a lekarze pierwszego kontaktu bagatelizują temat – stąd powstał pomysł nagrania webinaru audio-video na ten temat. Nie chodziło nawet o materiał rozpowszechniany na szeroką skalę. Tworzyłam go z intencją pomocy moim pacjentom. Spotkał się on z wielkim entuzjazmem i moi podopieczni zaczęli domagać się więcej. Projekt się rozrastał i w końcu powstał mój autorski program pracy z pacjentem. Oprócz konsultacji indywidualnych tworzę grupę on-line, w której pacjenci dzielą się swoimi doświadczeniami i wspierają. W grupie dochodzi do synergii, tu 1+1 wcale nie oznacza 2. Ten projekt jest kwintesencją tego, o czym marzyłam od lat. Chciałam, żeby ludzie mogli zapobiegać chorobom, póki mają ku temu możliwość. 

W Internecie można znaleźć sporo informacji na temat zdrowia… 
W erze Google’a mamy dostęp do szerokiej wiedzy. Pacjenci na podstawie swoich objawów szukają rozwiązań. To ma swoje plusy, ale też bardzo dużo minusów. Ludzie diagnozują się sami, czasem odkrywają przyczyny chorób, ale można też popaść w paranoję. Zaczynamy wtedy tworzyć czarne scenariusze, odczuwać lęk. Dużo jest informacji, które się wykluczają, trudno oddzielić ziarno od plew, czyli zorientować się, które informacje są fałszywe, wprowadzające jedynie zamęt. Dla mnie ważne było stworzenie unikatowego systemu pracy, w który pacjenci wchodzą na 90 dni. To tylko lub aż 3 miesiące. 

No właśnie, skąd te 90 dni?
Mój mąż jest psychologiem klinicznym i wiele wie o nawykach ludzi. 90 dni to jest czas potrzebny właśnie na zmianę nawyku. Od 8 lat noszę obrączkę na palcu prawej ręki, gdybym zdjęła ją i wsunęła na palec lewej ręki, to stanowiłoby to dla mnie dyskomfort. Po 10 dniach – mniejszy, po miesiącu jeszcze mniejszy, a po 2 miesiącach zaczęłabym przyzwyczajać się do takiego stanu rzeczy. Po 3 miesiącach nie widziałabym żadnej różnicy. 90 dni to wg psychologii kluczowy czas dla zmiany świadomości i działania. Ja widzę to także tak, że do wielu sytuacji w życiu – wizyty u lekarza, rodzinnej uroczystości, ślubu – przygotowujemy się z wyprzedzeniem. Zakładamy sobie jakiś plan. A ilu pacjentów robi coś takiego jako plan powrotu do zdrowia? Jak wielu z nich wpisuje sobie ten plan w terminarz? Dlatego mój program zakłada planowanie i zderzenie się pacjentów z niepopularnymi, ale bardzo ważnymi treściami dotyczącymi zdrowia. 

Cały artykuł przeczytasz w LNE 120