Z życia egzaminatora kosmetologa...
Z życia egzaminatora kosmetologa...

W 2002 roku zaczęłam pracować jako wykładowca na Akademii Medycznej, a zaledwie chwilę później zostałam egzaminatorem państwowym Centralnej Komisji Edukacyjnej. Ta część mojej drogi zawodowej mogła na początku wydawać się nudna, ale już podczas pierwszej sesji egzaminacyjnej przekonałam się, że to tylko pozory. Przez ostatnich 18 lat uczestniczyłam w wielu sesjach egzaminacyjnych, obronach prac licencjackich i magisterskich oraz egzaminach zawodowych. Kreatywność studentów podczas tych sesji jest naprawdę ogromna! Zwłaszcza tych, którzy nie uczestniczyli w ćwiczeniach czy stażach, a później – na żywo - próbowali nadrobić to wiedzą teoretyczną. Bez doświadczenia praktycznego braki szybko wychodziły na jaw.

Część osób ma inny problem - pod wpływem stresu starają się odpowiedzieć na pytanie, tworząc konstrukcje słowne znacznie odbiegające od tego, co mieli na myśli.

Od wielu lat wraz z innymi egzaminatorami wymieniamy się spostrzeżeniami i „śmiesznymi” odpowiedziami naszych studentów. Postanowiłam przytoczyć garstkę z nich – na poprawę humoru!

Śmieszne pomyłki zdarzają się już na samym początku, kiedy to zamiast diagnozy dokonują „ocznej dermatoskopii skóry” lub  badają klientkę „palpitacyjnie”. Niektórzy wykorzystują do tego specjalne urządzenia np. „lampę lunetę”. W tracie diagnozy oraz wywiadu z klientem zadawane są przeróżne pytania – mniej lub bardziej sensowne. Dość często słyszę, ze ktoś prosi klientkę o „wyjęcie z ciała wszystkich implantów” albo wręcza jej „pisuar”, aby ochronić ubranie przez ewentualnym zabrudzeniem.

Najwięcej śmiechu miałam jednak przy temacie pielęgnacji piersi. W diagnozie skóry znalazłam takie zapisy: „badam stopień obwisu biustu klientki”, „piersi klientki wyglądają jak przekłute balony” czy „ piersi klientki są pełne mleka”. W zaleceniach do domu znalazło się m.in. „masaż biustu za pomocą męża” czy „samobadanie piersi przy użyciu bliskiego partnera”.

Zapamiętałam też coś, co nie tyle mnie rozbawiło, co wręcz zszokowało. Jedna ze studentek opisywała przy zabiegu pedicure’u jak „dokonuje dezynfekcji stóp poprzez umieszczenie ich w autoklawie”. Podczas tego samego egzaminu kolejna uczennica napisała: „proszę klientkę o rozłożenie nóg w celu dokonania badania”. Były też takie zdające, które pisały, że wykonywały swoim klientkom „masaż w próżni” – czyżby na statku kosmicznym?

Jest oczywiście też stały repertuar pomyłek - „zaskórniaki”, „naczyńka”, „krwiolipoliza”, „demakijaż stóp/dłoni/biustu”, „pilnik kawitacyjny” lub „peeling grawitacyjny”. Lubię wracać do tych wspomnień, czasem rozbawiają mnie nawet do łez. Ciekawa jestem, czym zaskoczą mnie studentki i uczennice w tym roku…

 
To tylko fragment
Pełny artykuł czytajza darmo
SPRAWDŹ