Funkcjonalnie dla skóry
Funkcjonalnie dla skóry

Zawiedzeni konwencjonalnymi kuracjami, śmielej zerkamy w stronę medycyny funkcjonalnej, również w kontekście dbania o skórę. Wszelkie dermatozy, z trądzikiem, łuszczycą i atopiami na czele, nie są przecież tylko problemami dermatologicznymi, lecz efektem zaburzeń wewnętrznych.

 

Niepokojące zmiany skórne zawsze powinny nas skłaniać do poszukiwania przyczyny, bo tylko w ten sposób możemy osiągnąć długoterminowe rezultaty terapii. To właśnie oferuje nam koncepcja medycyny funkcjonalnej.

Nie ma wątpliwości, że jest to przyszłość medycyny, w ujęciu zaawansowanej holistycznej profilaktyki, rozumianej szeroko jako kompleksowe dbanie o zdrowie fizyczne i psychiczne. Za prekursora medycyny funkcjonalnej uważa się dr Jeffreya Blanda, biochemika, dyrektora badań w Linus Pauling Institute of Science, założyciela i prezesa Instytutu Medycyny Funkcjonalnej w USA. 

 

Geny to nie wszystko

W licznych wystąpieniach i publikacjach dr Jeffrey Bland od ponad 25 lat prezentuje stanowisko, że geny nie determinują w 100% stanu zdrowia, lecz zależy ono również od nas samych. Otaczające nas środowisko, higiena stylu życia, a przede wszystkim to, co jemy, znacząco warunkują formę, witalność i samopoczucie. Poza kodem genetycznym, który możemy określić jako informację cyfrową w organizmie, nosimy w sobie jeszcze informację analogową, epigenetyczną. Można sobie to zobrazować na przykładzie komputera i oprogramowania: DNA i nasze geny to komputer, a epigenetyka to program, który ten komputer obsługuje. 

 

Ważne sygnały

Otoczenie, w którym żyjemy, nie sprzyja zachowaniu dobrego zdrowia, które jest też podstawą dobrego wyglądu. To, jak szybko skóra traci elastyczność, zależy w znacznym stopniu od diety i kontroli procesu glikacji białek podporowych (kolagenu i elastyny). 

Przedwczesne starzenie się, siwienie włosów, rumień czy trądzik różowaty warto więc potraktować jak sygnały, wysyłane przez organizm, w którym nie wszystko działa, jak należy. Żeby właściwie to zdiagnozować, trzeba dowiedzieć się, czego w danej chwili potrzebuje. 
Do takich głębokich dociekań prowadzi nas właśnie medycyna funkcjonalna. Nie patrzy tylko na objawy, lecz szuka źródła i ognisk zapalnych. Uświadamiając sobie te zależności, możemy osiągnąć lepsze rezultaty profesjonalnych zabiegów gabinetowych, cieszyć się zasłużoną opinią ekspertek oraz mieć coraz więcej zadowolonych klientek.

A w trosce o gładką cerę i świeży wygląd nie skupiajmy się tylko na tym, co zewnętrzne, lecz zajrzyjmy „do środka” organizmu, by tam znaleźć odpowiedzi na pytania. 

 

 

Udając się bezpośrednio do źródła problemu, medycyna funkcjonalna jest w stanie skuteczniej znaleźć źródło powstawania problemów ze zdrowiem i wyglądem.

 

 

Wyniki w normie?

Z mojej osobistej praktyki wynika, że wiele osób z cellulitem, rozstępami, przebarwieniami czy zmianami trądzikowymi, szukając pomocy medycznej czy kosmetologicznej, dowiaduje się, że może to być kwestia zaburzeń metabolicznych, hormonalnych, wysokiego poziomu glikacji, niedoborów pokarmowych, braku witamin lub minerałów. Decydują się wtedy na wykonanie badań laboratoryjnych w celu wykrycia zaburzonych procesów metabolicznych i ewentualnych niedoborów. Z wynikami udają się do lekarza i ku swemu zaskoczeniu otrzymują informację zwrotną – „taka pani uroda”, „wszystkie wyniki w normie”. I co dalej? Pacjenci wracają do punktu wyjścia, nadal nie znając przyczyny swoich dolegliwości. 
Normy laboratoryjne zostały ustalone dla ogółu populacji a nie dla jednostek. Odjęto z zakresu wartości skrajnie niskie i skrajnie wysokie. Jeśli wyniki testu mieszczą się w zakresie wartości referencyjnych, pacjentom mówi się, że nic im nie jest i że nie są wymagane żadne dalsze działania. Jednak zakresy wartości referencyjnych są tylko odzwierciedleniem średniej, a nie optymalnym poziomem. Konkretne osoby mogą czuć się i funkcjonować lepiej, gdy wyniki ich badań są bliżej górnej albo dolnej granicy normy. 

 

 

Odkryj źródło

Medycyna funkcjonalna jest określana jako leczenie głównej przyczyny (z ang. root cause). Koncentruje się na znalezieniu podstawowego problemu, który wywołuje konkretne symptomy u pacjenta. W leczeniu objawowym niekiedy symptomy są traktowane jako samodzielna choroba, a to niewłaściwe podejście. Choć zostaną złagodzone środkami farmaceutycznymi, źródło problemu, a w efekcie sama choroba, nie znika.  

 

 

Optymalne, czyli jakie

Wynik mieszczący się w normie nie zawsze jest optymalnym poziomem danego parametru. Oto cztery przykłady takiej sytuacji:

  1. Witamina B12 

    Jej prawidłowa wartość ma mieścić się w przedziale 197–771 pg/ml. To bardzo szerokie ramy. Czy tak samo zdrowa i optymalnie funkcjonująca będzie osoba z poziomem 200 pg/ml, co 750 pg/ml? Witamina ta bierze udział w przemianie homocysteiny i ma ogromne znaczenie w prewencji miażdżycy. O wczesnym niedoborze witaminy B12 mówi poziom kwasu metylomalonowego. Badanie to przydatne jest we wczesnym wykrywaniu jej braku, kiedy stężenie w surowicy może być jeszcze prawidłowe, ale już niewystarczające dla optymalnych procesów metabolicznych.

  2. Cynk 

    Odpowiedni jego poziom można stwierdzić za pomocą badania fosfatazy zasadowej (alkalicznej), a optymalna jego wartość u osób ze skórą trądzikową czy łojotokową powinna wynosić ponad 70 U/l (zakres normy jest szeroki: 30–120 U/l.). Jeśli pacjentka z tak problematyczną cerą wykona badanie, aby dowiedzieć się, czy nie ma zbyt niskiego poziomu cynku, i w badaniu wyjdzie jej np. 37 U/l, lekarz zgodnie z prawdą często uznaje, że poziom jest w normie. A to za mało, aby cynk zablokował w skórze receptory androgenowe i zahamował łojotok, co łagodzi objawy trądziku.

  3. hs CRP 

    Przewlekłe stany zapalne są przyczyną bardzo wielu schorzeń. Można je w prosty sposób wykryć za pomocą badania hs CRP (skrót hs oznacza high sensitivity, ang. wysokiej czułości). Poziom hs CRP w organizmie kobiety powinien przekraczać 1,5 mg/l, choć normy laboratoryjne mają przedział 0,5–10 mg/l. Jeśli osoba z trądzikiem różowatym lub atopowym zapaleniem skóry wykona to badanie i wyjdzie jej 8,5 mg/l, nadal mieści się w normie, lecz wynik ten już świadczy o tym, że w organizmie toczy się stan zapalny. 

  4. Homocysteina 

    Jej poziom, według lekarzy medycyny funkcjonalnej, powinien wynosić mniej niż 7,2 µmol/l. Tymczasem w tradycyjnym leczeniu za wysoką uznaje się dopiero wartość powyżej 20, a stan taki oznacza zwiększenie ryzyka wystąpienia miażdżycy tętnic i stanowi poważne zagrożenie dla zdrowia w postaci zawału serca, udaru mózgu, a nawet nowotworów i chorób neurodegeneracyjnych.

 

Zmora dorosłej cery

Wiele naszych klientek zmaga się z trądzikiem różowatym. Medycyna konwencjonalna skupia się przede wszystkim na leczeniu i tłumieniu objawów – co oznacza, że umawiając się na wizytę u dermatologa, zazwyczaj otrzymujemy receptę na metronidazol czy iwermektynę. Do tego wskazówki co do wyboru dermokosmetyków, wzmiankę na temat unikania potraw gorących, alkoholu i pikantnych przypraw i… tyle.
Ale jeśli podejdzie się do problemu trądziku różowatego z punktu widzenia medycyny funkcjonalnej, można zobaczyć, że w grę wchodzi o wiele więcej. Postawienie diagnozy i wskazanie pierwotnych przyczyn objawów poprzedza „detektywistyczna praca”. 

Żyjemy w skomplikowanym świecie, a więc i rozwiązania nie będą proste. Zamiast próbować po prostu maskować objawy miejscowymi preparatami, specjalista medycyny funkcjonalnej będzie starał się zrozumieć i rozwiązać podstawową przyczynę występowania zmian, szukając przyczyny we wnętrzu organizmu, oceniając takie aspekty jak:

  • stany zapalne,
  • działanie neuroprzekaźników,
  • narażenie na stres (emocjonalny, psychiczny, oksydacyjny, środowiskowy),
  • niedobory żywieniowe (aminokwasy, witaminy, minerały, mikroelementy),
  • zaburzenia równowagi hormonalnej,
  • narażenie na pleśnie i metale ciężkie (rtęć, aluminium, kadm, ołów),
  • narażenie na szkodliwe toksyny (bisfenol A, glifosat, fluor, chlor),
  • stan zdrowia jelit, profil mikrobiomu,
  • poziom aktywności fizycznej oraz ocena pracy mitochondriów.

Udając się bezpośrednio do źródła problemu, medycyna funkcjonalna jest w stanie skuteczniej znaleźć źródło powstawania problemów ze zdrowiem i wyglądem. Takie podejście jest o wiele trudniejsze, bardziej czasochłonne i wymagające zaangażowania obu stron – zarówno pacjenta, jak i lekarza. Nie jest to prosta droga: problem – recepta – kolejna wizyta za miesiąc, lecz relacja wymagająca długotrwałej współpracy, zaufania, zmiany stylu życia, zwracania uwagi na sygnały organizmu, dbania o sen i regenerację, odstawienia szkodliwych substancji. Istnieje takie zjawisko jak toxic load (z. ang. ładunek toksyn), jaki nasz organizm jest w stanie samodzielnie usuwać, by działać bez szwanku. Jeśli ten poziom zostanie przekroczony, pojawiają się dysfunkcje – organy zaczynają nieprawidłowo działać, nasza skóra także odczuwa tego skutek. 

 

 

Nowoczesne kliniki medycyny funkcjonalnej 

Można je znaleźć głównie w USA, jedna z nich to Cleveland Clinic – jej współzałożycielem jest Mark Hyman będący pionierem specjalizującym się w nowych metodach leczenia. Na liście oczekujących na wizytę znajduje się ponad 2000 osób. Ośrodek, badając nowe sposoby opieki zespołowej, angażuje lekarzy, pielęgniarki, dietetyków i tzw. trenerów zdrowia. 

Kolejny ośrodek to Iora Health w Denver, w którym nacisk kładzie się na diagnostykę pacjenta, przygotowanie zaleceń i ustalenie współpracy z trenerem zdrowia, który pomaga pacjentowi w implementacji nowych nawyków w codzienność. Ma on interesujący model płatności, zwany opłatami dostosowanymi do ryzyka. Oznacza to, że wynagrodzenie trenerów zdrowia jest uzależnione od wyników leczenia – jeśli terapeuci nie osiągną wyznaczonych celów, nie otrzymają pełnej zapłaty. Jeśli efekty ich pracy okażą się nadzwyczaj dobre, mogą liczyć na premię. W Polsce ośrodkiem medycyny funkcjonalnej jest Arcana, Instytut Medycyny Integracyjnej  prowadzony przez doktor Magdalenę Cubałę-Kucharską. 

 

 

Brzmi znajomo?

Każda z nas zna choć jedną taką historię: od jakiegoś czasu czujesz się słabiej, masz obniżony nastrój, mniej energii, gorzej sypiasz, a do tego pojawił się rumień i grudki wokół nosa. Wygląda jak początki trądziku różowatego. Decydujesz się więc na wizytę u dermatologa... albo od czasów nastoletnich na twarzy pojawiają ci się wypryski, nie ma ich dużo, ale skończyłaś już 30 lat i trądzik ze strefy T przeniósł się na linię żuchwy i brodę. Zmiany robią się coraz większe i dłużej się goją. Postanowiłaś pójść do dermatologa.

W obu przypadkach miałaś nadzieję, że lekarz wytłumaczy przyczynę, zleci badania i omówi dokładny plan leczenia i uwierzysz w nadchodzące zmiany. Finalnie wizyta trwała 15 minut, wyszłaś z potwierdzoną dermatozą, pytaniami bez odpowiedzi i plikiem recept na leki, których działania składników aktywnych nawet nie rozumiesz.

Model medycyny konwencjonalnej leczy choroby i codziennie ratuje życie wielu osobom, lecz nie zawsze uwzględnia podstawowe przyczyny chorób przewlekłych, tzw. cywilizacyjnych, w tym także wielu schorzeń skóry, uważając je za błahe.   

 

Terapie przyszłości

Jak będą wyglądały? Przede wszystkim będzie to profilaktyka, bo to ona powinna być najważniejsza. Praktycy medycyny funkcjonalnej dysponują metodami, które potrafią eliminować przyczyny rozwoju schorzeń o charakterze przewlekłym. Dzięki nim niektórzy pacjenci będą mogli powrócić do zdrowia, stosując mniej leków i interwencji chirurgicznych. Terapie przyszłości będą skupiały się na wspieraniu naturalnych zdolności organizmu do regeneracji i dążenia do homeostazy.

To tylko fragment
Chcesz wiedzieć więcej?
Zaprenumeruj lub wykup dostępONLINE

LNE kupisz również w Empiku i salonach prasowych
SPRAWDŹ