Szczere rozmowy LNE z ekspertami Medical Beauty
Szczere rozmowy LNE z ekspertami Medical Beauty

Zabiegi estetyczne są niezwykle popularne, jednak – jak wiemy z doświadczenia – nie ma metod, które są dobre „na wszystko”. O obietnice nie do spełnienia, realne możliwości zabiegów medycyny estetycznej, nowe techniki i trendy pytamy dr. Marka Wasiluka oraz dr. Roberta Kasperka. Wywiady prowadzi niezależny ekspert LNE – Agnieszka Gomolińska, która nie boi się trudnych pytań.

 

Marketing a rzeczywistość

 

Agnieszka Gomolińska: Czy w medycynie estetycznej pojawiły się jakieś nowe rozwiązania z obszaru hi-tech, które można uznać za przyszłościowe? 

Dr Marek Wasiluk: Moim zdaniem od kilku lat mamy zastój. Niezależnie od tego, jak się te nowe urządzenia przedstawia i sprzedaje, nie pojawiło się nic, co byłoby rewolucją lub przełomem.  Oczywiście pojawiają się nowe aparaty, są udoskonalane różne technologie, ale mają one już kilka, kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt lat. Ostatnim przełomem – i to nie w obrębie technologii, a nowego jej zastosowania – była ginekologia estetyczna. Od tamtego czasu nic wielkiego się nie wydarzyło. Jakiś czas temu pojawiły się urządzenia HIFU, które nie były nowym produktem, natomiast były nowością w medycynie estetycznej. I właściwie od tego momentu mamy tylko modyfikacje, usprawnienia, ewentualnie – niestety – kity. 

 

 

Czy pan w swojej praktyce wykorzystuje technologię HIFU?

Tak, ale bardzo rzadko jest to jedyny zabieg, jedyne wskazanie i jedyna opcja potrzebna pacjentowi. Nie jest to urządzenie rozwiązujące każdy problem – sprawdza się najwyżej w 10–20% przypadków z tych, o których mówią reklamy. 

 

Od jakiegoś czasu mówi się także o plazmie i jej wykorzystaniu w tzw. niechirurgicznym liftingu powiek. Jaką ma pan opinię na temat skuteczności tych zabiegów?

Moje zdanie na temat plazmy od początku pojawienia się pierwszego urządzenia (teraz jest ich mnóstwo) jest niezmienne. Powiem krótko – spawarkę wymyślono 100 lat temu, cięcie plazmowe niewiele później. Natomiast nie widzę wskazań i sensu, by stosować je w medycyny estetycznej. Według mnie ryzyko w stosunku do tego, co możemy uzyskać, jest bardzo duże. Są lepsze metody, którymi możemy uzyskać identyczne efekty z mniejszą liczbą powikłań. Po drugie nie mamy szans na to, żeby za pomocą plazmy podczas jednego zabiegu poprawić powiekę. Można to zrobić jedynie chirurgicznie.

 


Myślę, że HIFU sprawdza się najwyżej w 10–20% przypadków z tych, o których mówią reklamy.


 

Zdaję sobie sprawę, że rodzaj zabiegu musi być dobrany do konkretnego pacjenta, ale czy może pan powiedzieć, co w pana praktyce sprawdza się w poprawie kondycji skóry górnej powieki? 

Ja używam lasera frakcyjnego ablacyjnego. Dlaczego? Bo efekty są identyczne jak przy użyciu plazmy, natomiast komfort zabiegu dla operatora jest dużo większy. W pełni kontroluję to, co robię, przez ustawienia parametrów. Są one powtarzalne, bo mikroprocesor sterujący wbudowany w laser je kontroluje. W przypadku plazmy wszystko jest robione ręcznie – tu dłużej przytrzymam narzędzie, tam krócej, tu zadziała ono głębiej, tam trochę płycej. Istnieje też ryzyko powstawania blizn. Plazma oprócz tego, że wypala, to w porównaniu z laserem bardzo szeroko tkankę przegrzewa. Ma to wpływ na zaburzenie procesu gojenia. Jeśli chodzi o naciąganie skóry, to nie byłoby takie złe, ale konsekwencją jest utrzymywanie się rumienia i blizny. 

 

Na rynku mamy także wiele urządzeń, które służą do śródskórnego obkurczania skóry za pomocą prądu o częstotliwości radiowej, kaniul przewodzących prąd. Czy ma pan do czynienia z takimi zabiegami? 

Oczywiście, bo staram się wszystkie nowe, nietypowe technologie testować, może z wyjątkiem plazmy, bo wiem z założenia, jak ona działa. Jeśli chodzi o wspomniane przez panią urządzenia, nie w każdym wypadku działają, ale z pewnością są bardzo niebezpieczne. Trzeba mieć wiedzę i doświadczenie, gdzie i w jaki sposób je zastosować. Ostateczny efekt zależy od wielu czynników, nie tylko od tego, czy ktoś ma wprawę i czy dobrze zakwalifikuje pacjenta. Dla temperatury, jaką osiągamy, znaczenie ma także nawodnienie organizmu. Z tego powodu jednego dnia możemy dane parametry stosować u pacjenta i będzie superbezpiecznie, a innego dnia u tej samej osoby już tak nie będzie.

 

Wielokrotnie mówiąc o urządzeniach emitujących fale o częstotliwości radiowej, uczulamy w kwestii nawodnienia tkanki. Długofalowe badania wykazały, że bez odpowiedniego nawodnienia RF nie daje efektów. Tu pewnie wygląda to podobnie…  

Niestety. Albo osiągniemy efekt w postaci blizn i zwłóknień. Oczywiście w pierwszym momencie osiągniemy obkurczenie skóry, ale – jak zawsze – sugeruję obserwować efekt zaraz po zabiegu, po 2 miesiącach i pół roku później. 

 


Pacjenci niekoniecznie przychodzą na to, co działa, ale na to, co w przekazie marketingowym ma potencjalnie działać. Taka jest niestety rzeczywistość.


 

Na rynku dostępne są także lasery pikosekundowe. Gdy pojawiły się w sprzedaży, były to bardzo drogie urządzenia, mało dostępne. Gdy ruszyła ich produkcja na większą skalę, reklamowane były nie tylko zabiegi usuwania niechcianego tatuażu przy użyciu laserów pikosekundowych, ale też zabiegi odmładzania skóry za ich pomocą. Może pan nam wytłumaczyć tę technologię? 

Ma działać tylko dlatego, że to coś nowego, a nazwa jest tajemnicza. Mało kto słyszał o tej technologii, więc można dużo klientowi opowiedzieć. To tak, jakby w czasach, gdy nie było samolotów, ktoś powiedział, że tą maszyną można polecieć w kosmos – większość ludzi byłaby bardzo zaciekawiona, choć znalazłoby się też wielu niedowiarków. Teraz tych niedowiarków jest mniej, bo przekaz marketingowy i techniki szkoleniowe są bardzo wysublimowane. W tym przypadku jest kilka manipulacji. Słowo laser pikosekundowy mówi nam, jak długo laser emituje falę, czyli jaki jest czas impulsu laserowego. Jeśli chcemy uzyskiwać efekty, nie działamy impulsem. Nie jest on ważny, istotna jest długość fali i energia, którą dostarczamy. Inna sprawa, że moim zdaniem te lasery są przyszłością, niekoniecznie w odmładzaniu. Obecnie dostępne urządzenia, nawet te najdroższe, są paradoksalnie gorsze niż lasery typu Q-switch. Są po prostu za słabe. Jest też pytanie: co i w jaki sposób chcemy odmłodzić? Moim zdaniem manipulacja polega tutaj na tym, że odmłodzenie jest czymś bardzo subiektywnym. Kto to sprawdzi? To, czy usunęliśmy tatuaż, łatwo jest zweryfikować, określić, czy potrzebowaliśmy na to 2 zabiegi czy 20. Z odmładzaniem niestety już nie jest tak prosto. Zawsze można powiedzieć: „pani schudła, miała stres, źle się odżywiała, więc nie zadziałało”. Z punktu widzenia producentów im szersze wskazania, tym więcej chętnych do kupna. Wydać kilkaset tysięcy, żeby tylko usuwać tatuaż, to jednak trochę słabo, taka inwestycja nigdy się nie zwróci. Pacjenci także niekoniecznie przychodzą na to, co działa, ale na to, co w przekazie marketingowym ma potencjalnie działać. Taka jest niestety rzeczywistość.

 

Potencjał medycyny regeneracyjnej

 

Agnieszka Gomolińska: Przyglądając się ofercie zabiegowej pana gabinetu, można zauważyć, że duży nacisk kładzie pan na zabiegi tzw. medycyny regeneracyjnej. Proszę wyjaśnić, na czym ona polega.

Dr Robert Kasperek: Medycyna regeneracyjna wykorzystuje własny potencjał pacjenta w procesach leczniczych. Są to zabiegi autoimmunologiczne, podczas których pacjent jest zarówno dawcą, jak i biorcą produktu – najczęściej jest to krew, z której pozyskuje się osocze lub fibrynę bogatopłytkową. Zabiegi z użyciem tych substancji należą do najczęściej wykonywanych. W ramach medycyny regeneracyjnej korzysta się także z przeszczepów keratynocytów, fibroblastów i tkanki tłuszczowej – zabiegi te dają mniej spektakularne efekty, przy czym są dużo droższe i trudniejsze do wykonania pod względem technicznym. 
Procedury z użyciem osocza bogatopłytkowego i fibryny bogatopłytkowej są w tej chwili zabiegami, które stosuje się nie tylko w medycynie i dermatologii estetycznej, ale również w chirurgii, ortopedii, w szybko rozwijającej się ginekologii estetycznej, a także weterynarii, okulistyce czy stomatologii. Jest to całkowicie bezpieczny, multipotencjalny produkt. Oczywiście są pacjenci, w przypadku których nie można wykonywać tej procedury. Chodzi najczęściej o choroby dotyczące zaburzeń układu krzepnięcia, małopłytkowości, choroby nowotworowe lub te z autoimmunoagresji. Oczywiście okres ciąży czy laktacji także jest przeciwskazaniem.

 

 

Czy bardzo zaawansowany wiek pacjenta jest przeciwskazaniem do zabiegu?

Moja najstarsza pacjentka ma 92 lata. Granica wieku osób, u których wykonujemy zabiegi, bardzo się przesunęła. Średnia dugość życia w Polsce podniosła się i wynosi niemal 82 lata dla kobiet i 79 dla mężczyzn. Dlatego także wśród pacjentów gabinetów medycyny estetycznej przybywa osób 75+.  

 

Ostatnio pojawiło się sporo reklam przeszczepów tkanki tłuszczowej. Słyszałam jednak opinie, że  że nie do końca panujemy nad tymi komórkami macierzystymi. Potrafimy je wyekstrahować z tkanki, podać w inne miejsce, ale nie możemy dokładnie określić, jak ta komórka się zachowa. Zgadza się pan z taką opinią?

Nie do końca tak jest. Są dwie możliwości, jeśli chodzi o komórki macierzyste. Może to być komórka hematopoetyczna, czyli krwiopochodna, i jest ona pozyskiwana w hematologii od wielu lat. Teraz nowe procedury dotyczące fibryn pozyskują właśnie tę komórkę hematopoetyczną – CD34. Natomiast z tkanki tłuszczowej pozyskujemy komórki mezenchymalne, które mają powinowactwo do tworzenia 4 grup: mięśniowej, kostnej, chrzęstnej i tkanki skóry. I tutaj proces różnicowania jest bardzo bezpieczny. Pojawiały się kiedyś pytania, czy osocze bogatopłytkowe i czynniki wzrostu mogą być przyczyną chorób nowotworowych. Dotychczasowe wyniki badań, przeprowadzonych m.in. przez prof. Marksa, wskazują, że czynniki wzrostu nie wnikają do komórek, więc nie mogą zmienić nici DNA. Z komórkami macierzystymi mezenchymalnymi jest bardzo podobnie. Stomatologia jako dziedzina medycyny najdłużej korzysta z tych odkryć, od niemal 20 lat wykonuje się tzw. membrany fibrynowe i nigdy nie opisano żadnych przypadków, by komórki, które pozyskano, mogły wywołać chorobę nowotworową. 

 


Dotychczasowe wyniki badań, przeprowadzonych m.in. przez prof. Marksa, wskazują, że czynniki wzrostu nie wnikają do komórek, więc nie mogą zmienić nici DNA.


 

W przypadku pacjentów onkologicznych duży nacisk kładzie się na utrzymanie dobrostanu psychofizycznego w okresie choroby, a jednocześnie z wiadomych względów wielu procedur nie jesteśmy w stanie wykonać. Jakim zagrożeniem jest zabieg z użyciem osocza bogatopłytkowego w przypadku osoby, u której proces nowotworowy się toczy, a jeszcze nie został stwierdzony?

Przyjmujemy, że pracujemy z pacjentami zdrowymi. Oczywiście nie mamy pewności, czy nasz pacjent  nie choruje, być może choroba jest w okresie utajonym. Choroby nowotworowe już rozpoznane są przeciwskazaniem do tego typu zabiegów. 

 

Przeciwskazanie dotyczy jakiegoś okresu czy całego życia?

Przyjmuje się, że jest to okres 5 lat. Przeciwskazania dotyczą nie tylko osocza i fibryny bogatopłytkowej, ale także kwasu hialuronowego i innych metod, które są w tej chwili stosowane w medycynie estetycznej. Pamiętajmy, że najważniejsze dla lekarza i kosmetologa jest bezpieczeństwo zabiegowe. Badany jest wpływ stosowania osocza bogatopłytkowego u pacjentek onkologii ginekologicznej po radioterapii. Lekarze opisują znakomite efekty, ale ja osobiście w swoim gabinecie nie wykonuję takich zabiegów. To jest kwestia naszej odpowiedzialności zawodowej i ewentualnych konsekwencji. 

 

Jakich efektów nie powinniśmy się spodziewać po zabiegach medycyny regeneracyjnej? 

Wszystko zależy od wykonywanego zabiegu i obszaru, którego dotyczy. Jeżeli mówimy np. o przebudowaniu blizny, endezo­patiach czy chorobach stawów, to tu uzyskujemy znakomite efekty regeneracji. Oczywiście najtrudniejszym miejscem zabiegowym jest twarz. W tym wypadku mówimy bardziej o spowolnieniu procesu starzenia, a nie o jego odwróceniu – to jest niemożliwe. Efekty, jakie uzyskujemy w medycynie estetycznej, to widoczna poprawa jakości i gęstości skóry (tę zmianę odczuwają także pacjenci), często jest to odbudowa objętościowa. Rezultaty są znakomite, ale wymagają czasu, jeden zabieg nie wystarczy. Takie zaplanowane leczenie może trwać nawet rok, półtora. Dla uzyskania jeszcze lepszych efektów często łączymy medycynę regeneracyjną z innymi metodami, np. z laserami, toksyną botulinową, kwasem hialuronowym. W jednym z czasopism medycznych opublikowałem artykuł, w którym przedstawiałem badania przy użyciu ultrasonografii o wysokiej częstotliwości, z których wynika, że stosowanie fibryn bogatopłytkowych przez kilka miesięcy spowodowało poprawę gęstości skóry o jej wielokrotność. Medycyna estetyczna zaledwie od 3–4 lat korzysta z fibryn bogatopłytkowych i już na tym etapie obserwacje moje i innych lekarzy są znakomite. Oprócz medycyny estetycznej fibryny stosowane są także w leczeniu ciężkich oparzeń i trudno gojących się ran. Proces gojenia jest nawet dwukrotnie szybszy. 

 


Procedury z użyciem osocza bogatopłytkowego i fibryny bogatopłytkowej stosuje się nie tylko w medycynie i dermatologii estetycznej, ale również w chirurgii, ortopedii, ginekologii estetycznej, a także weterynarii, okulistyce czy stomatologii.


 

Czy współpracuje pan z innymi specjalistami, np. endokrynologiem czy dietetykiem?

Oczywiście. Często w swoim gabinecie współpracuję również z kosmetologami, ponieważ tylko wtedy jesteśmy w stanie całkowicie zabezpieczyć pacjenta, jeśli chodzi o zabiegi pielęgnacyjne, regeneracyjne. To, co robię, jest później kontynuowane przez kosmetologa. Jeśli potrzebuję rozszerzenia diagnostyki, np. w chorobach autoimmunologicznych, korzystam z pracy endokrynologów, traumatologów. Jeżeli pacjent wymaga leczenia stawów czy więzadeł, korzystam z pomocy ortopedy lub chirurga. Zmiany skórne konsultuję z dermatologiem, czasem wykonuję pełne badanie histopatologiczne. Podobnie w przypadku ginekologii estetycznej – stosowanie estrogenów naprawdę przedłuża młodość, ale powinno odbywać się pod opieką ginekologa. Na tym polega łączenie sił.