Płytkie mikronakłuwanie. Czy to działa?

„Mikronakłuwanie jest dziś absolutnym must have w gabinecie kosmetologicznym. To metoda działająca wielokierunkowo – nie tylko pobudza mechanizmy naprawcze, ale też wpływa na przebieg procesu keratynizacji i wzmacnia funkcje barierowe skóry. Dzięki temu może być świetnym wyborem dla cer wrażliwych i naczyniowych”.

Zabiegi mikronakłuwania wykonujemy w naszych gabinetach od lat i wydaje się, że wiemy na ich temat naprawdę dużo. Cały czas towarzyszy nam jednak pytanie: nakłuwać głęboko czy płytko? Jedni opowiadają się za łagodną stymulacją skóry, drudzy twierdzą, że dopóki nie poleje się krew, zabieg nie zadziała. W rzeczywistości nie ma jednej odpowiedzi na to pytanie, bo obie metody mają swoje zastosowania. Mikronakłuwanie to zabieg dla niemal każdego klienta. W zależności od wskazań i   aktualnych potrzeb wybieramy płytką stymulację przez długi czas lub głębokie nakłucia przy mniejszej ilości zabiegów. Warto umiejętnie łączyć mikronakłuwanie z innymi technikami oraz indywidualnie dobraną pielęgnacją domową, która może mieć kolosalny wpływ na efekty naszej pracy.

Fokus na naskórek
Często mówimy o mikronakłuwaniu w kontekście stymulacji głębszych warstw skóry, a zwłaszcza pobudzania syntezy kolagenu i elastyny. Zapominamy o tym, jak ważnym elementem skóry jest naskórek i jak nakłucia mogą wpływać na jego strukturę. Coraz częściej przychodzą do nas osoby, z którymi nie wiadomo, jak pracować, ponieważ po zmyciu makijażu okazuje się, że naskórek jest w bardzo kiepskim stanie. Skóra jest reaktywna, zaczerwieniona, w wywiadzie słyszymy o powracającym uczuciu ściągnięcia lub pieczenia, pojawiają się też wypryski. Podstawowym zadaniem, które stoi przed nami na początku pracy z takim klientem, jest przywrócenie barierowej funkcji naskórka. Nie wyobrażam sobie w tym przypadku nakłuwania na głębokim poziomie. Musimy zacząć od początku, od bazy. Uwagi wymaga zwłaszcza naskórek starzejący się, ścieńczony. Już po 35. roku życia spada produkcja ceramidów, które zapewniają warstwie rogowej spójność. W efekcie tracimy ze skóry zbyt dużo wody, a jednocześnie występują problemy z nadmiernym rogowaceniem. Jeśli zadziałamy na głębsze warstwy skóry z pominięciem naskórka, wpłynie to negatywnie na efekty naszej pracy. Tymczasem zabieg, który wygładza naskórek, natychmiastowo odmładza wygląd – dodaje skórze blasku, poprawia jej koloryt.

Delikatna stymulacja
Płytkie nakłucie, nawet na poziomie 0,25 mm, powoduje uszkodzenie najbardziej zewnętrznych struktur skóry, ale to wystarczy, by pojawił się naskórkowy czynnik wzrostu (EGF) – tak samo, jak choćby przy pilingu chemicznym lub złuszczaniu mechanicznym. Wydziela się on pod wpływem uszkodzenia keratynocytów. To powoduje uruchomienie kaskady sygnałowej, która w pewnym zakresie wpływa również na skórę właściwą, prowadząc do pojawienia się czynników z grupy TGF, które stymulują fibroblasty. Podsumowując, płytkie mikronakłuwanie: 

  • reguluje proces keratynizacji – przyspiesza turn over naskórka i zwiększa produkcję ceramidów,
  • wzmacnia funkcje barierowe skóry,
  • hamuje nadmierną produkcję łoju,
  • zwiększa przepuszczalność naskórka dla substancji aktywnych,
  • aktywuje naturalne procesy regeneracji.

Ustalić priorytety
Jeśli płytkie nakłucia mogą uruchomić  całą kaskadę stanu zapalnego, czy jest w ogóle sens nakłuwać głębiej? Oczywiście, jeśli wymagają tego wskazania i stan skóry. Na przykład głębokie blizny  p otrądzikowe czy silne zwiotczenie wymagają głębokiego nakłuwania, które wywoła inny rodzaj reakcji i szybszą przebudowę. Wyobraźmy sobie, że mamy w domu niewielkie pęknięcie w ścianie. Trochę ciepła przez nie ucieka, ale nie jest to sytuacja kryzysowa. Możemy naprawić usterkę nieco później, bez pośpiechu i starannie. Natomiast kiedy mamy zniszczenia po wybuchu bomby, musimy się zabrać do pracy natychmiast i włożyć w nią maksimum wysiłku. Nie tylko bardziej się zmęczymy, ale też często będziemy działać byle jak i zastosujemy prowizoryczne rozwiązania. Podobnie przy głębokim nakłuwaniu – skóra przebudowuje się szybko i spektakularnie, ale kosztuje ją to wiele wysiłku. W związku z tym na pewnym etapie może tracić jakość. Zawsze musimy więc zadać sobie pytanie, na czym nam najbardziej zależy, i wziąć pod uwagę potencjał regeneracyjny tkwiący w danym organizmie. Pozostaje pytanie, po co nakłuwać skórę w gabinecie na głębokość 0,25 mm, skoro klientka może kupić sobie roller i robić to w domu? Oczywiście może, podobnie jak może obecnie kupić sobie rozmaite pilingi chemiczne, retinol – prawie wszystko. Ale bez wiedzy, umiejętności dobrania produktów i sposobu ich używania efekty nie będą zadowalające.

Cały artykuł przeczytasz w LNE 122