Bez skalpela

Co jest kluczem do sukcesu w obszarze zabiegów estetycznych i jak tę dziedzinę postrzega jej prawdziwy pasjonat? Rozmowa z dr. Alexem Karkhi, specjalizującym się w implantologii, chirurgii szczękowej oraz w zabiegach estetycznych, szczególnie wolumetrycznych.

 

 

Ma pan bogate doświadczenie w medycynie estetycznej. Jakie techniki zabiegowe są panu najbliższe? 
Mój ulubiony zabieg to zdecydowanie nieinwazyjna plastyka nosa. Długo utrzymujące się wypełniacze podawane są w grzbiet nosa, co umożliwia skorygowanie jego kształtu. Lubię też powiększanie ust. To ciekawe, jak bardzo można zmienić wygląd twarzy tylko poprzez modyfikację ust.

Czy pana szeroka wiedza i doświadczenie w dziedzinie chirurgii twarzowo-szczękowej oraz implantologii sprawia, że ma pan inne podejście do zabiegów?
O tak, zdecydowanie. Bardziej skupiam się na tym, jak osiągnąć możliwie jak najlepszy rezultat przy zastosowaniu minimalnej liczby zabiegów czy wstrzyknięć. Wykonywanie zabiegów nieinwazyjnych często przypomina rzeźbienie lub modelowanie. Możemy poprawić wygląd twarzy, skorygować asymetrie, zminimalizować oznaki starzenia, pewne cechy uwydatniać, coś powiększyć, zmienić strukturę skóry, stymulować powstawanie kolagenu, nawilżać skórę i tak dalej – a wszystko to można osiągnąć bez użycia skalpela. Dzięki doświadczeniu w dziedzinie stomatologii lepiej rozumiem to, jak ważne są proporcje twarzy. Sądzę, że faktycznie daje mi to przewagę nad osobami wykonującymi zabiegi bez takiego doświadczenia.

W opinii uczestników jest pan świetnym i wymagającym trenerem. Na czym polegają pana szkolenia? 
Dziękuję! Pamiętam pierwsze szkolenie z powiększania ust, w którym sam uczestniczyłem. To było dawno temu. To szkolenie kompletnie odebrało mi pewność siebie. Trener wykazał się niewielkim doświadczeniem, zarówno w dziedzinie anatomii, jak i w zakresie znajomości produktu, którego używał, i technik jego podawania. Po szkoleniu miałem wrażenie, że nigdy nie wykonam żadnego zabiegu z użyciem wypełniaczy. Ale na szczęście po jakimś czasie zobaczyłem, że istnieją różne style i techniki oraz inni trenerzy. Zdecydowałem się na uczestnictwo w innych szkoleniach i dzięki temu zdałem sobie sprawę, że mogę dobrać to, co najbardziej odpowiada konkretnemu pacjentowi. Mam wolność wyboru. Jest mnóstwo opcji, niezależnie od tego, czy podajemy wypełniacze, botoks, osocze bogatopłytkowe, zakładamy nici czy przeprowadzamy mezoterapię. Istnieje także mnóstwo stylów wykonywania zabiegów. Każdy styl coś wyróżnia, ale tylko doskonaląc technikę, jesteśmy w stanie zaoferować pacjentowi kompleksową usługę.

Czy według pana trzeba mieć również jakieś szczególne predyspozycje, aby przeprowadzać zabiegi medycyny estetycznej? 
Sądzę niestety, że tak. Widziałem już wiele osób, które chwalą się osiąganymi wynikami, a tymczasem są one przeciętne. W dzisiejszych czasach dzięki dostępowi do mediów społecznościowych każdy może coś opublikować. Jednak nie wszystko zasługuje na publikację. Ciągle napotykam na Facebooku lub Instagramie zdjęcia prezentujące efekty zabiegów, ale tak naprawdę tylko o nielicznych zabiegowcach można powiedzieć, że osiągają naprawdę świetne wyniki. Sądzę więc, że ta praca nie jest dla każdego. I nie powinna być. 

Jakiej, pańskim zdaniem, wiedzy najbardziej brakuje uczestnikom szkoleń?
Wiedzy anatomicznej. Wielu uczestników ma również problem z językiem angielskim, co zmniejsza ich szanse na uzyskanie dostępu do informacji. A w tej dziedzinie trzeba stale trzymać rękę na pulsie.

Co może pan powiedzieć na temat możliwości wystąpienia powikłań po zbiegu? 
Najpoważniejsze powikłania po zabiegach z użyciem wypełniaczy to powikłania naczyniowe. Występują one na skutek zatkania lub zablokowania naczynia krwionośnego przez przypadkowo wstrzyknięty preparat. Zablokowanie tętnicy biegnącej na twarzy może doprowadzić do utraty wzroku. Ale wstrzyknięcie preparatu w naczynie to jedna możliwość – równie groźne może być wstrzyknięcie dużej ilości preparatu blisko naczynia, co spowoduje jego ucisk.  

Jakie są oczekiwania klientów w środkowej i wschodniej Europie, jeśli chodzi o zabiegi medycyny estetycznej twarzy? Jakie pan dostrzega nadchodzące trendy w tej dziedzinie?
Wypełniacze najpierw były modne, ale widzę, że teraz powoli stają się konieczne. Pacjenci powoli przekonują się, czym naprawdę jest nieinwazyjna medycyna estetyczna – że jej celem nie jest stworzenie „kaczego dzióbka” czy unieruchomienie twarzy, ale walka z oznakami starzenia się skóry. Starzenie to proces nieuchronny i nieodwracalny – współczesna medycyna umożliwia nam jednak jego spowolnienie. Muszę też z radością przyznać, że coraz więcej pacjentów przychodzących do mojego gabinetu prosi o naturalne rezultaty. Aby to osiągnąć, musimy respektować anatomię i zasady proporcji.

Jaka jest pańska opinia na temat metod biostymulacji skóry? 
Biostymulacja oznacza stymulowanie produkcji naszego własnego kolagenu. Tak, jest to możliwe i jest to jedno z najpotężniejszych narzędzi, jakie mamy do dyspozycji. W okolicach 25. roku życia nasz organizm przestaje produkować kolagen i z roku na rok jego poziom spada średnio o 2%. W okolicach 50–60. roku życia poziom kolagenu jest naprawdę niski, a my wchodzimy w fazę, w której oznaki starzenia są już zaawansowane – silne atrofie, głębokie zmarszczki i bruzdy, hipertrofia mięśniowa, kruchość kości i tak dalej. Co ciekawe, chirurgia estetyczna nie daje takich możliwości stymulowania skóry do produkcji kolagenu typu I, jak niektóre długo działające wypełniacze.

Specjalizuje się pan w zabiegach wolumetrycznych. Jakie są nowe rozwiązania o udowodnionym działaniu w tym obszarze? 
Mówiąc najkrócej, wypełniacze i nici stanowią faktyczną alternatywę dla zabiegów chirurgicznych. Dla mnie wypełniacze to w zasadzie „płynne implanty”. A więc podając takie implanty w głąb skóry, w wiele jej warstw, jesteśmy w stanie dodać twarzy objętości w konkretnych miejscach, tworząc efekt liftingu. To „nieinwazyjny lifting twarzy”. Jeśli chodzi o zabiegi wolumetryczne, rozróżniam dwa rodzaje takich zabiegów. Celem zabiegów korekcyjnych jest skorygowanie asymetrii, cofnięcie oznak starzenia lub odzyskanie objętości twarzy u starszych pacjentów. Celem zabiegów „upiększających” jest wypełnienie twarzy w miejscach, gdzie tej objętości wcześniej brakowało, lub podkreślenie określonych cech w celu osiągnięcia idealnego wyglądu lub idealnych proporcji.

Obecnie trzeba mieć solidną wiedzę nie tylko na temat pojedynczych zabiegów — trzeba też wiedzieć, jak je łączyć. Co pan sądzi na ten temat?  
Tak, to prawda. Łączenie zabiegów to klucz do sukcesu w naszej pracy. Zasady są następujące: nie wolno podawać semi-permanentnych wypełniaczy tam, gdzie wcześniej były podane wypełniacze permanentne; należy uważać na przeciwwskazania, o których mówię podczas moich warsztatów; nie wolno podawać wypełniaczy i botoksu w tym samym obszarze w czasie jednej sesji.
Poza tym właściwie wszystkie inne zabiegi mogą być wykonywane w tym samym czasie w ramach jednej sesji. Osobiście lubię łączyć zabiegi z użyciem osocza bogatopłytkowego i nici liftingujących.