Diagnoza, leczenie, pielęgnacja – przedstawiamy wrocławską klinikę Cosmeo

„Ważne, żeby w relacjach z klientem onkologicznym zachować profesjonalizm, pozostając człowiekiem” – mówi Joanna Różańska z wrocławskiego salonu Cosmeo, która na Instagramie prowadzi również profil joannarozanska_onkokosmetolog.

LNE: Przedstawiłaby się pani jako kosmetolog czy raczej onkokosmetolog?

Joanna Różańska: Hm… Onkokosmetologią na większą skalę zaczęłam się zajmować pod koniec ubiegłego roku, więc z perspektywy mojego 25-letniego doświadczenia w branży jest to dla mnie temat świeży. Wcześniej najpierw przez kilka lat byłam pracownikiem gabinetu, przez kilkanaście szkoleniowcem polskich marek, a w pewnym momencie pojawiła się potrzeba założenia własnego salonu.

Dwa lata temu zachorowałam i moje doświadczenie onkologiczne pokazało mi, że brakuje rzetelnych informacji dotyczących pielęgnacji skóry pacjentów onkologicznych. Do naszego gabinetu coraz częściej przychodziły też klientki, które albo zakończyły leczenie, albo były w trakcie. Ta kwestia nieustannie wracała i to spowodowało, że zaczęłam coraz bardziej interesować się onkokosmetologią. Zależało mi na tym, żeby takie klientki mogły się poczuć dobrze i normalnie, bo wiem, jak to jest ważne. A przede wszystkim, żeby ulżyć ich skórze podrażnionej leczeniem. Sama to przeżyłam – nagle się okazało, że kosmetyki, które wcześniej stosowałam, nie sprawdzały się, więc po omacku szukałam odpowiedniej pielęgnacji. Pomyślałam, że skoro ja jestem w tej branży, a tak trudno mi się odnaleźć w kwestii zabiegów i pielęgnacji, to co dopiero mają powiedzieć klientki onkologiczne… I tak właśnie na dobre zajęłam się onkokosmetologią, chociaż klientami naszego gabinetu są w większości osoby zdrowe.

Wspominając o swoim osobistym doświadczeniu w którymś z wpisów w mediach społecznościowych, napisała pani, że to nie pani wybrała ten temat, ale on wybrał panią.

Tak właśnie było. Chociaż przed zachorowaniem też trafiały do mnie pacjentki onkologiczne – z polecenia moich klientek. Przychodziły np. na makijaż permanentny, który był wykonywany przed chemioterapią i utratą owłosienia, żeby łagodniej przejść przez proces leczenia. Byłam już wtedy po pierwszych szkoleniach z zakresu onkokosmetologii.

Z punktu widzenia kosmetologa kluczowe jest dobranie pielęgnacji do etapu leczenia, żeby w żadnym stopniu nie zaszkodzić. Liczą się więc kompetencje i wiedza – jak poprawić kondycję skóry, żeby nie piekła, nie bolała, nie swędziała.

Rzeczywiście można temu skutecznie zapobiec albo złagodzić uboczne skutki leczenia?

Jak najbardziej. Dlatego bardzo się cieszę, że coraz częściej o aspekcie dbania o skórę mówią również lekarze. Kiedy przygotowałam poradnik dotyczący pielęgnacji skóry pacjentów onkologicznych, to wielu kosmetologów mówiło mi, że mimo wykształcenia i doświadczenia mieliby problem z przyjęciem takiego klienta – nie wiedzieliby, jak z nim rozmawiać, jakie działania podjąć. Przez lata to były trochę tematy tabu, trochę nie było badań, jeżeli chodzi o możliwości wykonywania jakichkolwiek zabiegów, więc asekuracyjnie nie robiono nic. Sporo się jednak zmienia – naprzeciw potrzebom wychodzą też firmy kosmetyczne, opracowując kosmetyki dostosowane do potrzeb pacjentów onkologicznych. Bo o nowotworach mówi się dziś jako o chorobie przewlekłej. Jest niestety coraz więcej chorych i coraz więcej będzie odwiedzało gabinety kosmetyczne – kobiety w trakcie leczenia, ale też te po kuracji, którym można dobrać inne procedury, często po konsultacji z lekarzem. Chociaż ciągle zdarzają się panie, które po prostu boją się wszelkich zabiegów w gabinecie, bo przez lata wszystkiego tym kobietom zabraniano – mówiło się, że przez pięć lat nic nie mogą ze skórą robić. Dzisiaj wiemy, że tak nie jest.

Jak wygląda wywiad kosmetyczny u pacjenta onkologicznego?

W tym przypadku pytania w wywiadzie są bardziej szczegółowe, dotyczą leczenia i ewentualnych skutków ubocznych, a w standardach pracy znajduje się również konsultacja lekarska – o co zapytać, jak powinna przebiegać współpraca.

Istotny jest też aspekt psychologiczny: jak rozmawiać, czego kosmetolog nie powinien robić, czyli przede wszystkim nie wychodzić poza swoje kompetencje, nie doradzać w kwestii leczenia i skupić się na pomocy skórze.

Z reguły u pacjentów onkologicznych występują zaburzony płaszcz hydrolipidowy, nadwrażliwość, zaczerwienienie skóry i wówczas bez zgody lekarza możemy wykorzystać onkokosmetyki, które mają bezpieczne składy i wiadomo, że krzywdy nie zrobimy. Natomiast, jeśli ktoś chce, żeby wykonać makijaż permanentny czy mocniejszy zabieg, to nie mogę wziąć na siebie takiej odpowiedzialności, bo nie znam każdej historii chorobowej. W takim przypadku powinien decydować lekarz prowadzący, więc po prostu proszę o zaświadczenie kwalifikujące do danego zabiegu.

W gabinecie pracują panie we trzy. Czy wszystkie trzy pacjentami się zajmujecie, jeśli jest taka potrzeba?

Tak. Uważam, że zespół powinien być na równym poziomie umiejętności, dlatego moje współpracowniczki, Sylwia i Kinga, też są przeszkolone w zakresie onkokosmetologii. Regularnie się też spotykamy i omawiamy przypadki swoich klientek, zwłaszcza tych, które są w trakcie leczenia. To o tyle ważne, że leczenie przynosi różne, bardzo indywidualne reakcje, u każdego mogą być one inne – to zależy od ilości napromieniowania czy chemioterapii, ale też indywidualnych cech każdego klienta. Skóra zmienia się też w trakcie samej terapii onkologicznej. Więc te nasze wewnętrze spotkania są bardzo ważne. I rozmawiamy nie tylko o klientkach onkologicznych. Staramy się to robić mniej więcej raz na dwa tygodnie. Skupiamy się wtedy na wyjątkowych lub trudnych przypadkach naszych klientów – wymieniamy się opiniami, omawiamy reakcje skóry na zabiegi, szukamy przyczyn, jeśli nasze działania nie przynoszą oczekiwanych efektów.

Kilka miesięcy temu założyła pani profil na Instagramie poświęcony onkokosmetyce. Do kogo jest adresowany?

Szczerze mówiąc, nie planowałam tego. Ale od doświadczonych kosmetologów słyszałam często, że nie bardzo wiedzą, jak powinni postępować, kiedy trafi do nich klient onkologiczny. Chciałam więc im o tym opowiedzieć. Przekazać, żeby się nie bali, kiedy w wywiadzie kosmetycznym okaże się, że pani jest np. w trakcie leczenia. Miałam poczucie, że jest mnóstwo informacji do przekazania. Po drodze jeszcze zrobiłam szkolenie z onkopsychologii – oczywiście nie dlatego, że sama chcę doradzać, ale dlatego, żeby bardziej zagłębić się w temat i lepiej zrozumieć pacjenta. To wszystko spowodowało, że choć nigdy nie lubiłam się pokazywać w mediach społecznościowych, stwierdziłam: trudno, jeśli to może pomóc, jeśli więcej będzie się mówiło o tej kwestii, warto się zaangażować.

Kosmetolodzy mają dużą wiedzę np. na temat substancji aktywnych, ale często nie wiedzą, jak z takim pacjentem rozmawiać, jak prawidłowo przeprowadzić wywiad kosmetyczny, zakwalifikować do zabiegu, jak zareagować, kiedy klient za bardzo się otworzy.

Ale profil jest skierowany również do pacjentów, bo chcę, żeby wiedzieli, że wielu kosmetologów się szkoli, mają wiedzę i są otwarci na przyjęcie pacjenta. Na profilu ważne miejsce zajmuje też kwestia profilaktyki, bo czasami nam się wydaje, że to, co my wiemy i co dla nas jest oczywiste, dla innych też takie jest – ale niestety nie zawsze. A sama jestem przykładem tego, jak ważna jest profilaktyka – regularne badania i szybka reakcja mogą uratować życie.

Co jest najtrudniejsze w pracy z klientem onkologicznym?

Emocje. Chociaż oczywiście teraz lepiej je rozumiem, łatwiej mi jest rozmawiać z tymi pacjentkami, bo potrafię się postawić w ich sytuacji. Ważne, żeby zachować profesjonalizm, ale pozostać człowiekiem w tym kontakcie. Dlatego odbyłam kurs z onkopsychologii, żeby móc szerzej na to spojrzeć. Bo klientki często przychodzą też po wsparcie emocjonalne, a my musimy umieć zachować zimną krew.

Jakiś czas temu to samo pytanie zadałam innej onkokosmetolożce, pani Dorocie Rybarczyk. Odpowiedziała, że najtrudniejsze są kwestie finansowe, bo wielu pacjentów nie stać na profesjonalną i skuteczną pielęgnację. Dlatego też w strukturach, w których działa, będą próbować przekonywać Ministerstwo Zdrowia, żeby przynajmniej jakiś element pielęgnacji onkokosmetologicznej włączyć do pakietu zabiegów refundowanych.

Faktycznie, to ważne. Ja akurat z tym problemem się nie mierzę, bo trafiają do mnie – również na zabiegi onkokosmetologii – klientki z polecenia. Ale finansowe wsparcie dla wielu chorych byłoby konieczne – pielęgnacja ma na celu nie tylko poprawę stanu i komfortu skóry, żeby nie piekła, nie swędziała, ale ważny jest też przecież w procesie leczenia ten aspekt psychologiczny związany z lepszym wyglądem.

Jakie błędy pielęgnacyjne pacjenci chorzy onkologicznie popełniają najczęściej i jakie działania mogą szybko przynieść poprawę komfortu?

Najczęstszym błędem jest nieprawidłowa pielęgnacja domowa. Panie miały jakieś ulubione kosmetyki, które stosowały z lepszym lub gorszym efektem. Mniej więcej znały swoją skórę i kiedy wchodziły w etap leczenia, stosowały te same kosmetyki. Często jednak okazuje się wtedy, że te produkty albo nie spełniają swojego zadania, albo wręcz intensyfikują skutki uboczne leczenia. Na przykład w kremie przeciwzmarszczkowym znajdują się substancje spowalniające proces starzenia, które w tym wypadku mogą zadziałać agresywnie, jak choćby retinol. A pacjentka dalej stosuje ten sam krem, który nie tylko nie działa, ale zaczyna szkodzić.

Jak podkreślam, każdy przypadek jest inny, ale skóra większości osób chorych onkologicznie ma problemy z zaburzonym płaszczem hydrolipidowym – po chemioterapii czy po hormonoterapii, w efekcie których spadek estrogenów powoduje drastyczne osłabienie bariery ochronnej skóry. Więc praktycznie każda taka skóra potrzebuje odbudowy płaszcza hydrolipidowego i stosowania kosmetyków z zawartością ceramidów, kwasu hialuronowego, masła shea, wąkrotki azjatyckiej, czyli substancji o działaniu przyspieszającym regenerację, nawilżającym, łagodzącym uboczne skutki leczenia. To podstawa.

Problemy, które dotknęły skórę na skutek leczenia, są przejściowe, a gdy ona się odbuduje, możemy rozważyć mocniejsze działanie. Jeśli mamy klientkę onkologiczną przechodzącą hormonoterapię, która ma za zadanie zblokować estrogeny, żeby nie pobudzały komórek nowotworowych, to ten rodzaj leczenia wprowadza ją w przyspieszoną menopauzę. Skóra się wtedy dodatkowo zmienia, bo poza przesuszeniem, ściągnięciem, dochodzi element przyspieszenia procesu starzenia. Ale takim objawom możemy zaradzić po tym, jak zregenerujemy skórę – dopiero wtedy wprowadzimy substancje działające przeciwzmarszczkowo czy opóźniające starzenie.

Skomplikowane i wymaga cierpliwości.

Dlatego jestem tym tematem tak zafascynowana, bo to temat rzeka. Mnóstwo informacji i mnóstwo wiedzy do zdobycia. Ale dla kosmetologa, który dobrze wybrał zawód, to nie będzie uciążliwe. Nie robię tego, bo muszę, ale dlatego, że chcę być jak najlepsza i jak najlepiej pomagać swoim klientkom.

Powinnam pani życzyć jak najwięcej klientek, ale jak najmniej klientek onkologicznych – żeby nie było potrzeby ich przyjmowania.

Bardzo dobre życzenia, dziękuję!

Rozmawiała Grażyna Jabłońska

Joanna Różańska

Specjalistka branży beauty z 25-letnim doświadczeniem. Założycielka i właścicielka kliniki Cosmeo we Wrocławiu. Pacjentka onkologiczna, która pokonała raka. Profesjonalną wiedzą i doświadczeniem dzieli się w książce „Skóra pacjenta onkologicznego pod lupą”.

 

 

WRÓĆ DO LISTY ARTYKUŁÓW