Skin longevity? Sprawdzam! – technologie hi-tech i nurt longevity

Czy każda technologia z dopiskiem „longevity” działa tak, jak deklaruje producent? Pytamy, jak odróżnić realne działanie i możliwości od marketingowych deklaracji i pracować odpowiedzialnie.

LNE: Co naprawdę oznacza długowieczność skóry i czym różni się od tego, co przez ostatnie 20 lat nazywaliśmy anti-agingiem?

Dr Andrzej Ciborek: Można by pomyśleć, że to jedno i to samo, ale tak naprawdę mówimy o dwóch różnych sposobach patrzenia. W anti-agingu przez lata opisywaliśmy głównie skutek: jak skóra wygląda pod kątem zmarszczek, przebarwień czy wiotkości. Ocenialiśmy morfologię w konkretnym momencie, porównywaliśmy zdjęcia przed i po. Jeżeli chcemy podejść do longevity racjonalnie, a nie tylko nazwać stary trend nowym słowem, powinniśmy patrzeć nie tylko na wygląd skóry, ale również na jej funkcje: zdolność utrzymania bariery, odpowiedzi na bodziec i regeneracji. Dla mnie ciekawym kierunkiem byłaby kinetyka tej odpowiedzi: jak szybko skóra po kontrolowanym bodźcu wraca do stanu wyjściowego. Tyle że dziś nie mamy zwalidowanego gabinetowego testu, który pozwalałby z tego wyliczyć „wiek biologiczny skóry”. Mamy narzędzia oceniające m.in. teksturę, elastyczność, przebarwienia czy barierę, ale nie jeden uznany biomarker rezerwy regeneracyjnej.

Czyli można powiedzieć, że longevity skóry nie musi oznaczać zmienionego wyglądu?

Dokładnie. Chodzi bardziej o zachowanie sprawności narządu niż wyłącznie o „odmłodzenie” obrazu. Oczywiście wygląd może być konsekwencją lepiej funkcjonującej tkanki, ale nie powinien być jedynym wyznacznikiem.

Czy współczesna kosmetologia rzeczywiście potrafi wpływać na tempo biologicznego starzenia skóry, czy przede wszystkim usuwa jego widoczne konsekwencje?

W zdecydowanej większości przypadków przede wszystkim modyfikujemy widoczne skutki starzenia. To jest wartościowe, bo poprawiamy jakość skóry i samopoczucie pacjenta. Problem zaczyna się wtedy, kiedy poprawę wyglądu nazywamy automatycznie spowolnieniem starzenia biologicznego.

Jedną z najlepiej udokumentowanych interwencji ograniczających zewnątrzpochodny komponent starzenia, czyli fotostarzenie jest fotoprotekcja. W randomizowanym badaniu 903 osób codzienne stosowanie filtra SPF 15 przez 4,5 roku wiązało się z około 24 proc. mniejszą progresją cech starzenia skóry[1]. Oceniano mikrostrukturę grzbietu dłoni. Trzeba jednak pamiętać, że była to populacja australijska, silnie eksponowana na UV, zatem w naszej szerokości geograficznej ten wynik mógłby być mniej spektakularny.

Druga mocna grupa dowodów dotyczy retinoidów, zwłaszcza tretynoiny. Mamy dane kliniczne i histologiczne: poprawę cech fotostarzenia, przebudowę naskórka i macierzy oraz wpływ na metabolizm kolagenu[2]. Tretynoina pozostaje punktem odniesienia w terapii fotostarzenia.

Czyli nadal nie możemy powiedzieć, że wpływamy na samą biologię starzenia?

Możemy wpływać na niektóre mechanizmy, które w starzeniu uczestniczą, ale to nie jest to samo co udowodnione spowolnienie całego procesu starzenia skóry. I właśnie tego rozróżnienia bardzo brakuje w marketingu. Możemy ograniczyć uszkodzenie indukowane UV, poprawić barierę, wpływać na remodeling macierzy pozakomórkowej, modulować stan zapalny czy gojenie. Natomiast w gabinecie nie mierzymy rutynowo wieku epigenetycznego skóry, obciążenia mitochondrialnego czy liczby komórek senescentnych i nie możemy uczciwie twierdzić, że „cofamy zegar biologiczny”.

Mitochondria stały się jednym z bohaterów longevity. Czy poprawiając ich funkcjonowanie, możemy realnie zmienić sposób starzenia skóry?

Mitochondria są istotne nie tylko dlatego, że produkują ATP – uszkodzone uczestniczą też w sygnalizacji stresowej i zapalnej. Natomiast znowu: to, że mamy interesujący mechanizm, nie znaczy, że każda technologia reklamowana jako „mitochondrialna” odmładza biologicznie skórę. Przykładem jest fotobiomodulacja – czerwone światło i bliska podczerwień mogą wpływać na wewnątrzkomórkowe fotoreceptory, w tym cytochrom c oksydazę, i modulować ATP, ROS oraz wapń komórkowy. Efekt zależy jednak od długości fali, irradiancji, dawki i czasu ekspozycji. Nie działa tu zasada „im więcej energii, tym lepiej”[3].

Czyli LED rzeczywiście ma sens?

Tak, pod warunkiem że mówimy o urządzeniu o znanych i powtarzalnych parametrach. W 2025 roku opublikowano randomizowane badanie fotobiomodulacji twarzy, w którym poprawiły się wybrane parametry zmarszczek w porównaniu z sham, ale nie wszystkie metody oceny pokazały różnicę. PBM ma więc podstawy kliniczne, lecz nie jest dowodem na „cofanie starzenia” całego narządu[4].

Jakie parametry urządzenia powinny nas interesować?

Nie tylko długość fali, ale też irradiancja, fluencja, czas ekspozycji, odległość od skóry, tryb pracy i powierzchnia zabiegowa. Bez tych danych nie da się sensownie porównywać urządzeń ani protokołów. Zbyt duża dawka nie musi dawać lepszego efektu.

W branży często mówimy o „indywidualnym doborze zabiegu”. Tylko jak ocenić, czy bodziec był dla konkretnej skóry odpowiedni?

I tu dochodzimy do jednego z największych problemów. W estetyce mamy mnóstwo zdjęć „przed i po”, ale zdecydowanie mniej standaryzowanych narzędzi, które pokazują funkcjonalną odpowiedź tkanki. Jeżeli chcielibyśmy naprawdę badać rezerwę regeneracyjną, musielibyśmy ustalić, jaki bodziec zadajemy, co mierzymy, w jakich punktach czasowych i jak definiujemy powrót do stanu wyjściowego. Dziś nie istnieje jeden kliniczny standard takiej oceny.

Możemy natomiast obserwować przebieg gojenia i porównywać go z typową reakcją po danej procedurze. Nie ma jednak uniwersalnej zasady, że „do dziesiątej doby wszystko powinno ustąpić”. Inaczej goi się skóra po laserze ablacyjnym, inaczej po mikronakłuwaniu, peelingu czy RF. Przedłużony rumień, obrzęk, ból, sączenie lub narastanie objawów powinny skłaniać do oceny, czy reakcja mieści się w spodziewanym przebiegu dla konkretnego zabiegu.

Bardzo dużo mówi się dziś o przestymulowaniu skóry.

I słusznie. Problemem nie jest sama stymulacja, tylko automatyczne powtarzanie intensywnych procedur według kalendarza, bez oceny człowieka. Skóra osoby młodej, zdrowej, dobrze regenerującej się i skóra osoby po menopauzie, z chorobami współistniejącymi czy przewlekłym stanem zapalnym nie muszą odpowiadać identycznie. Wiek sam w sobie nie oznacza „wadliwego gojenia”, ale wraz z wiekiem częściej występują czynniki, które to gojenie opóźniają[5]. Dlatego protokół powinien być wytyczną, a nie automatem.

I dlatego tak ważny jest wywiad.

Tak. Bardzo często problem zaczyna się jeszcze przed zabiegiem: źle zebrany wywiad, niepełna lista leków, zabiegów i pielęgnacji, brak informacji o procedurach wykonanych w innym gabinecie. Ale ja nie lubię zrzucać winy na pacjenta. Jeżeli człowiek rozumie, po co pytamy, zwykle zaczyna podawać dużo dokładniejsze informacje. Trzeba mu powiedzieć wprost: „Pytam o te kremy i zabiegi dlatego, że mogą zmienić reakcję skóry i bezpieczeństwo procedury”. Jeżeli sami traktujemy ankietę jak formalność, pacjent też będzie ją tak traktował.

Fokus na pielęgnację domową

Gabinet nie może być oderwany od tego, co pacjent robi codziennie. Możemy przeprowadzić świetny zabieg, a później ktoś przez kolejne tygodnie będzie nadmiernie złuszczał skórę, używał kilku silnych substancji aktywnych naraz albo ignorował fotoprotekcję. 
Kosmetolog powinien nie tylko „wykonać procedurę”, ale też pomóc uporządkować pielęgnację i wyjaśnić, dlaczego pewnych rzeczy nie łączymy.

Mamy wysyp urządzeń „longevity”: fotobiomodulacja, czerwone światło, NIR, wodór molekularny, hipoksja i hiperoksja, kompresja, tlenoterapia. To nowa generacja terapii czy raczej stare metody z nowymi nazwami?

W dużej mierze są to znane od lat interwencje, którym nadano nowy kontekst. To nie znaczy, że są bezwartościowe. Problemem jest wrzucenie ich wszystkich do jednego worka z etykietą „longevity”. Dla każdej technologii trzeba oddzielnie zapytać: jaki ma cel, jakie są dane kliniczne, jaki punkt końcowy mierzono i czy dotyczył skóry, regeneracji, wydolności, bólu, obrzęku czy może ryzyka chorób.

Dla fotobiomodulacji mamy coraz więcej danych klinicznych. Dla sauny istnieje literatura dotycząca zdrowia sercowo-naczyniowego i healthspan, ale to nie dowód na wydłużanie życia skóry[6]. Dla wodoru molekularnego dane kosmetologiczne są nadal wczesne, a optymalna dawka i długofalowa skuteczność nie są ustalone[7]. Presoterapia może być użyteczna w określonych wskazaniach związanych z obrzękiem, ale nie mamy podstaw, by nazywać to efektem longevity.

Które z tych technologii pan osobiście najbardziej ceni?

Na pewno fotobiomodulację, bo mamy tu badania kliniczne i coraz lepiej opisane parametry. Ale nawet tutaj nie kupuję hasła „LED działa”. Pytam: jaki LED, jaka długość fali, jaka dawka, jaka moc, jaki dystans, jaki protokół i jaki cel. Jestem też otwarty na ciepło, zimno czy inne technologie recovery, tylko chcę wiedzieć, dla kogo są przeznaczone i czego realnie mogę po nich oczekiwać. Nie każdy może korzystać z każdej formy ekspozycji termicznej czy kompresji. Longevity nie zwalnia nas z przeciwwskazań i zasad bezpieczeństwa.

A jak pan weryfikuje urządzenie przed zakupem? Na przykład presoterapię.

Najpierw sprawdzam parametry techniczne, wskazania, przeciwwskazania i dokumentację bezpieczeństwa, a nie tylko hasła marketingowe. Sprawdzam oznakowanie CE i deklarację zgodności, a jeśli urządzenie podlega MDR lub załącznikowi XVI – także właściwą dokumentację zgodności. Sam napis „CE” nie mówi, jak wysoka jest jakość dowodów klinicznych na skuteczność (MDR 2017/745; European Commission, MDCG 2023-5).

Później patrzę na publikacje dotyczące konkretnej technologii i parametrów, nie tylko na materiały producenta. Jeżeli urządzenie kupuję, pierwsze procedury wykonuję bardzo ostrożnie, na sobie i/lub na małej grupie, z dokumentacją reakcji i jasnymi kryteriami bezpieczeństwa. Sam test na sobie może mi powiedzieć, jak odczuwam zabieg, ale oczywiście nie jest dowodem jego skuteczności ani bezpieczeństwa dla całej populacji.

I chyba to jest najlepsze podsumowanie longevity w gabinecie - mniej zachwytu nad nazwą, więcej precyzji?

Dokładnie. Longevity może być bardzo wartościowym kierunkiem, jeżeli zmusi nas do patrzenia na skórę nie tylko jak na powierzchnię, którą trzeba wygładzić, ale jak na żywy narząd z określoną rezerwą, barierą, odpowiedzią zapalną i zdolnością do regeneracji. Natomiast jeżeli każde stare urządzenie przemianujemy na longevity, niczego nowego się nie nauczymy. Dla mnie przyszłością jest nie „więcej bodźców”, tylko lepszy dobór bodźca, lepszy pomiar odpowiedzi i większa odpowiedzialność za to, co robimy z tkanką.

Rozmawiała Agnieszka Gomolińska

Dr n. med. i n. o zdr. Andrzej Ciborek

Ratownik medyczny i wykładowca akademicki, związany zawodowo i naukowo z obszarem kosmetologii oraz beauty-tech. W swojej działalności łączy nauki o zdrowiu, nowe technologie, badania i praktykę. Koncentruje się na ocenie skuteczności i bezpieczeństwa technologii stosowanych w kosmetologii, tworzeniu protokołów zabiegowych oraz wykorzystaniu sztucznej inteligencji w tej dziedzinie. Twórca AC Beauty Tech.

Bibliografia:

1. Hughes i wsp., Ann Intern Med, 2013; Kaltchenko, Chien, Am J Clin Dermatol, 2025

2. Siddiqui i wsp., Am J Clin Dermatol, 2024; Halai i wsp., JEADV, 2024.

3. Maghfour i wsp., J Am Acad Dermatol, 2024 i 2025

4. Bragato i wsp., Lasers Med Sci, 2025

5. Kremer, Burkemper, Clin Geriatr Med, 2024

6. Laukkanen, Kunutsor, Temperature, 2024

7. Guo, Zhang, Clin Cosmet Investig Dermatol, 2025

WRÓĆ DO LISTY ARTYKUŁÓW