Czy moda na laser tulowy to przejściowy zachwyt, czy ta technologia naprawdę ma wiele do zaoferowania? O detale pracy z tym popularnym urządzeniem pytamy dermatologa i kosmetologa.
OKIEM dermatologa
LNE: O laserze tulowym jest głośno. Co stoi za jego popularnością i jak ta technologia działa?
Lek. med. Aleksandra Znajewska-Pander: W ostatnich latach ten laser stał się must-have w gabinetach. Myślę, że jego popularność wynika z profilu biologicznego i bezpieczeństwa. Generowana podczas pracy lasera wiązka o długości 1927 nm pozwala uzyskać efekt wyrównania kolorytu skóry, redukcji przebarwień i zdrowego blasku. Głównym chromoforem lasera tulowego jest woda, ale też w niewielkim stopniu oddziałuje on na melaninę.
Przy kontrolowanym uszkodzeniu keratynocytów, kiedy tworzymy w skórze metodą frakcyjną wiele kanalików, pobudzamy procesy przebudowy, wymiany uszkodzonych komórek, a równocześnie wyrównujemy koloryt. Skóra jest jaśniejsza, gładsza i bardziej jędrna. Delikatne zmarszczki zostają wygładzone, stymulujemy też regenerację. Nie oznacza to, że laser tulowy jest lepszy niż lasery frakcyjne ablacyjne. Po prostu działa inaczej, łagodniej, ma inne wskazania, a przy tym nie wymaga długiej rekonwalescencji. Każdy laser ma swój zakres możliwości i każdy rozwiązuje inne problemy.
Wspomniała pani, że chromoforem dla tego lasera jest woda. Czy przygotowanie skóry do zabiegu przez zwiększanie jej nawilżenia jest ważne?
To istotne przed każdym zabiegiem laserowym. Czasami wystarczy ją mocniej nawilżać, stosując dobraną pielęgnację, innym razem wskazane są zabiegi iniekcyjne. Kiedy pracujemy na szyi, zwykle zalecam np. mezoterapię, bo ten obszar potrzebuje zastrzyku nawilżenia. Jeśli skóra jest sucha, odwodniona, efekt nie będzie taki, jak oczekujemy, i wydłuży się okres gojenia.
Najczęstszym wskazaniem dla tej technologii jest redukcja fotouszkodzeń. Kiedy jeszcze się sprawdza?
Laser tulowy działa w miejscu, gdzie naskórek spotyka się ze skórą właściwą, czyli jego głównym wskazaniem jest redukcja uszkodzeń posłonecznych. Dobrze radzi sobie z płytkimi przebarwieniami, łagodnymi plamami soczewicowatymi, drobnymi zmarszczkami. Ale to nie koniec! Często wykorzystuję ten laser jako terapię wspierającą w łysieniu telogenowym i androgenowym, w poprawie kondycji skóry szyi, dekoltu, redukcji płytkich blizn potrądzikowych na twarzy i tułowiu. Jest to też dobry zabieg przygotowujący przed procedurami chirurgii plastycznej.
Co jest najważniejsze dla uzyskania pożądanego efektu – odpowiednie parametry czy może kwalifikacja pacjenta?
Myślę, że najważniejsza jest osoba wykonująca zabieg. O efektem terapeutycznym decyduje też wysokiej jakości sprzęt i dobra technologia, która gwarantuje powtarzalność i bezpieczeństwo. Dobra kwalifikacja i parametry zabiegowe też są ważne, więc to nie jest kwestia jednego elementu – to ich układanka. Parametry będziemy w dużej mierze uzależniać od fototypu skóry. U osób z niższymi fototypami można używać wyższej energii i gęstszego pokrycia, bo mniej obawiamy się działań niepożądanych. Przy wyższych fototypach wybieramy niższe parametry, podobnie np. u osób z trądzikiem różowatym. U pacjentów z grubszą skórą, rozszerzonymi porami i łojotokiem znów pójdziemy nieco wyżej. Na każdą skórę trzeba patrzeć indywidualnie. Zawsze jednak, jeśli pracujemy mocniej, trzeba ostrzec pacjenta, że gojenie się może być dłuższe.
A czy laserem tulowym możemy też pracować przy melasmie?
W takich przypadkach stosuję zasadę „low and slow”, czyli niskie parametry, dłuższe serie – nie chcę działać zbyt agresywnie. W skórze z melasmą czy PIH staram się unikać zbyt dużej kumulacji ciepła. Pracując w ten sposób i dzięki wiązce Top Hat (każdy punkt stawiany na skórze jest jak najbardziej oddalony od tego pierwszego), nie przegrzewamy skóry i minimalnie termicznie uszkadzamy naskórek. Leczenie melasmy musi być wielopłaszczyznowe, wieloetapowe i odbywać się na różnych głębokościach, łączyć pielęgnację, opiekę farmakologiczną, peelingi chemiczne i zabiegi laserowe. Po każdej sesji obserwujemy skórę i proponujemy kolejne kroki.
Z jakimi technologiami najczęściej łączy pani ten laser w długofalowych planach zabiegowych przy terapii przebarwień?
Solo stosuję go w przypadku płytkich przebarwień, przy melasmie jest jedną metodą z wielu. Często też wykorzystuję możliwość przezskórnej podaży leków, czyli Laser Assist Drug Delivery (LADD). Laser tworzy w skórze mikrokanały, prowadzące do górnych warstw skóry właściwej, które stanowią windę dla substancji aktywnych. Zwiększamy więc potencjał leczniczy tych substancji. Musimy jednak pamiętać, żeby te składniki nie były przypadkowe. To może być witamina A, kwas traneksamowy, antyoksydanty. Z drugiej strony wprowadzam w ten sposób leki, które chcę, żeby zadziałały głębiej, ale mniej agresywnie niż przy wstrzyknięciu. Lubię wykorzystywać tę możliwość w terapiach.
A jeśli chodzi o słynny efekt glow, jak go uzyskać za pomocą tego lasera?
Laser tulowy, na którym pracuję, ma także dedykowane kosmeceutyki do zabiegu i właśnie najczęściej go łączę z witaminaminami C i A, resweratrolem czy kwasem traneksamowym. Jeśli skóra jest dobrze przygotowana, nawet 80 proc. pacjentów widzi efekt glow po pierwszej sesji.
Ma pani duże doświadczenie w pracy z laserem tulowym. Czy pojawiają się jakieś nowe protokoły i ciekawe rozwiązania technologiczne?
Osobiście lubię protokół Glow Up Power Treatment, czyli połączenie radiofrekwencji mikroigłowej z laserem tulowym i terapią LED. Ta całoroczna procedura łączy głęboką pracę, w ramach której wygładzamy zmarszczki, poprawiamy napięcie i jakość skóry, a jednocześnie jej koloryt i strukturę. Drugi ciekawy protokół to połączenie lasera tulowego z fotoboosterem. To nowa generacja produktów, które wspierają technologię laserową. W zabiegu frakcjonujemy skórę laserem i polewamy ją kwasem polimlekowym o bardzo małej cząsteczce i odpowiednio gładkiej strukturze, który głęboko penetruje. Procedura przyspiesza regenerację skóry i zwiększa jej napięcie.I na koniec laser tulowy w połączeniu z laserem erbowo-szklanym w opatentowanej technologii 3D, który umożliwia wielopoziomową rewitalizację skóry i aktywację procesów jej odnowy. Po takiej terapii cera jest zdrowa, rozjaśniona i wypoczęta, a to efekt poszukiwany przez pacjentów.
Lek. med. Aleksandra Znajewska-Pander

Lekarka dermatolożka-wenerolożka, specjalistka medycyny estetycznej i laseroterapii z ponad 10-letnim doświadczeniem klinicznym. Absolwentka Collegium Medicum w Bydgoszczy. Autorka publikacji naukowych oraz współautorka książek „Dermatologia estetyczna”i „Mikrobiologia w dermatologii”. Członkini Polskiego Towarzystwa Dermatologicznego (PTD) oraz European Academy of Dermatology and Venereology (EADV).
OKIEM kosmetologa
LNE: Jakie jest miejsce lasera tulowego w nowoczesnych terapiach kosmetologicznych?
Aleksandra Grabowska: Jest czymś pomiędzy laserami ablacyjnymi a nieablacyjnymi. To zabieg o dość niewielkiej inwazyjności, co daje mu ogromną przewagę nad popularnymi laserami. My wykorzystujemy laser tulowy przede wszystkim w bardzo niskich parametrach, osiągamy wtedy dobre efekty, a zabieg można częściej powtarzać, unikając jednocześnie przegrzania skóry. Zauważamy niesamowite rezultaty, jeżeli chodzi o redukcję tak zwanych rozszerzonych porów skórnych czy łojotok, i to już po pierwszym zabiegu. Poprawia się też jakość naskórka, zmniejszeniu ulegają delikatne linie, a cera z szarej, zmęczonej, nawet podrażnionej zmienia się w zdrową i promienną.
Czy laser tulowy sprawdza jako element terapii anti-aging?
I to genialnie – dodaje skórze blasku, poprawia nawilżenie, pogrubia i wzmacnia warstwę naskórka. Często łączymy go w takich programach z innymi elementami, np. z mezoterapią, delikatną eksfoliacją, hydrodermabrazją, a nawet z zabiegami medycyny estetycznej. Zawsze najpierw przyglądamy się skórze, a potem dobieramy dla niej rozwiązania.
Czy łatwo jest popełnić błąd w pracy z laserem tulowym?
Jak z każdym zabiegiem i tu można się potknąć. Prawda jest taka, że w przypadku takich procedur, jak laser tulowy, który w moim odczuciu jest procedurą mało inwazyjną i bezpieczną, najczęstszym błędem jest chęć poprawy wszystkiego za jednym razem.
W związku z czym specjalista ustawia zbyt duże parametry, pracuje zbyt mocno. Oczywiście kwalifikacja pacjenta jest bardzo ważna, przygotowanie skóry i podejście do zabiegu z respektem. Dzięki temu, że my stosujemy niskie parametry, działamy stopniowo, a zabiegi mogą być wykonywane przez cały rok, co zapewnia – klientce i nam – ciągłość terapii. Niskie parametry wcale nie oznaczają kompromisu, jeśli chodzi o rezultaty.
Ta technologia nie jest jednak remedium na wszystko. Jeśli naszym celem jest praca z bliznami czy głęboki resurfacing – nie zadziała. Laser tulowy ma stosunkowo niską możliwość penetracji, w związku z czym delikatnie stymuluje kolagen, ale nie przebuduje tkanki. Nie sprawdzi się też na rozstępy czy przy głębokich przebarwieniach.
Klątwą popularnych technologii jest to, że klientki je sobie polecają i potem każda chce tego samego zabiegu i efektu.
Jeżeli mam być szczera, laser tulowy jest akurat jedną z takich bezpiecznych opcji. Wolę, żeby ktoś przyszedł na laser tulowy niż „żądał” CO2, ponieważ z nim sprawa jest zdecydowanie bardziej skomplikowana. Jesteśmy w stanie tak dobrać parametry lasera tulowego, żeby był minimalnie inwazyjny. Nastawimy się wtedy na stymulację, rewitalizację i efekt glow. Co nie zmienia faktu, że nawet przed takim zabiegiem skóra musi być przygotowana i odpowiednio zaopiekowana. No i teoretyzujemy, bo generalnie nie ma u nas takiej możliwości, że klientka sama się diagnozuje, a my wykonujemy jej zabieg „na żądanie”.
Aleksandra Grabowska

Absolwentka kosmetologii Wyższej Szkoły Fizjoterapii, główna kosmetolog kliniki SKIN SPA we Wrocławiu. Od 20 lat pracuje z pacjentami, prowadząc terapie skóry w ścisłej współpracy z zespołem lekarzy medycyny estetycznej i dermatologii. Szczególnie interesuje się nowoczesnymi technologiami oraz ich świadomym wykorzystaniem w planowaniu skutecznych terapii.