Autologiczna stymulacja – zabiegi z osoczem bogatopłytkowym, fibryną i egzosomami

Wykorzystywanie potencjału własnego organizmu do regeneracji wpisuje się w trend longevity. Sprawdzamy, jak procedury autologiczne mogą wesprzeć produkcję kolagenu i przedłużyć młodość skóry. 

LNE: Jesteś specjalistką od autologii. Skąd taki wybór?

Dr Magdalena Daszkiewicz: Zabiegami autologicznymi zajmuję się już od kilkunastu lat, to była dla mnie naturalna, przemyślana decyzja. Dziś z kolei okazuje się, że one świetnie wpisują się w trendy naturalnej stymulacji i wykorzystywania własnego potencjału do regeneracji. Poza tym są bezpieczne, nie powodują niepożądanych reakcji czy efektów ubocznych. Ważne jest też to, że te terapie bardzo się rozwijają. Kluczowy jest jednak nie tylko dobrze przygotowany preparat, lecz także odpowiednia kwalifikacja do procedury.

Jakie terapie autologiczne są dziś dostępne na rynku?

Osocza bogatopłytkowego (PRP) nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Mamy też dwa rodzaje fibryny – bogatokomórkową, czyli bardzo mocno skoncentrowaną, oraz strukturalną, która tworzy w tkance bardziej sieciową, żelową formę i działa jako podpora. Mamy też ACRS, czyli system bezkomórkowy. Pojawiła się także nowość – autologiczne egzosomy.

Zacznijmy więc od egzosomów. To rewolucja?

Zaskoczę cię, bo generalnie nie jestem wielką fanką trendu „egzosomy ze wszystkiego i we wszystkim”. Dziś mamy na rynku duże zamieszanie, preparatom często brakuje badań, a co za tym idzie – naukowego potwierdzenia skuteczności. A co się będzie działo za 5-10 lat z tymi produktami, które są dziś nazwane egzosomowymi, a mają ekstrakty z roślin? Tego nikt nie wie. Dlatego jestem zwolenniczką egzosomów autologicznych, pozyskiwanych z osocza. Oczywiście materiał musi przejść odpowiednią obróbkę, niczego do niego nie dodajemy – izolujemy tylko pęcherzyki zewnątrzkomórkowe. No i warto ich obecność potwierdzić w badaniach, bo nie każdy pęcherzyk zewnątrzkomórkowy jest egzosomem – musi jeszcze mieć odpowiednią wielkość, między 50 a 200 nanometrów. Jeśli pęcherzyki spełniają te warunki, możemy mówić, że są to egzosomy pochodzące z płytek.

Mówimy o różnych preparatach – osoczu, fibrynie, ACRS czy egzosomach. Jak różni się ich potencjał, jeśli chodzi o stymulowanie kolagenu?

Każdy z nich ma trochę inne przeznaczenie, choć wszystkie działają stymulująco. Dużo zależy od tego, na jakiej tkance pracujemy. Jeśli na skórze – mówimy bardziej o fibroblastach, przy tkance podskórnej – o adipocytach. Jeżeli fibryną pracujemy trochę głębiej, na skraju skóry i tkanki podskórnej, bo zależy nam na odbudowie struktury skóry, to poprzez uwalnianie czynników wzrostu w późniejszym czasie i migrację do sieci fibrynowej, zabieg będzie oddziaływał również na kolagen. Przy PRP mówimy głównie o działaniu czynników wzrostu, które nie tylko mają właściwości przeciwzapalne, lecz także stymulujące. Z kolei już jeden zabieg z wykorzystaniem egzosomów autologicznych teoretycznie odpowiada działaniu dziesięciu zabiegów  z osoczem.

Nie ma jednak prostej odpowiedzi na pytanie „co działa najlepiej?”, bo na to wpływa wiele czynników, nie tylko forma preparatu. I pamiętajmy – sama stymulacja nie zadzieje się, obojętnie czym byśmy kolagen stymulowali, jeśli np. mamy skórę w permanentnym stanie zapalnym. Potrzebna jest najpierw regeneracja, wyciszenie stanu zapalnego. Bez przygotowania nawet najlepszy zabieg odmładzający nie ma sensu.

W zabiegach autologicznych bardzo ważne są parametry przygotowania materiału. Co z twojej perspektywy ma największy wpływ na aktywność biologiczną preparatu?

Odpowiedź jest prosta – probówka, certyfikowana i ze sprawdzonego źródła. Osocze po odwirowaniu może wyglądać podobnie, ale liczą się parametry. Producent oprócz standardowych badań podaje, przy jakiej sile odśrodkowej, przy jakiej prędkości uzyskujemy największe stężenie płytek, kiedy jest najwyższa jakość danego materiału. W końcu w testach robią tysiące odwirowań przy różnych ustawieniach. No i oczywiście badania czystości preparatów. Dobry producent ma te wszystkie informacje i dzieli się nimi ze swoimi klientami.

Nie za wszystko odpowiada jednak sprzęt. Zdarza się, że dwóm osobom wykonujemy identyczną procedurę, a efekty są bardzo różne…

Mówi się o wieku, zdolnościach regeneracyjnych organizmu, stylu życia. Jeśli chodzi o wiek – nie zgodzę się, że jest tak istotny. Czasem odpowiedź regeneracyjna u osoby 60-letniej jest wiele lepsza niż u 30-letniej. Oczywiście istotne jest to, jak ktoś się odżywia, czy dobrze śpi – styl życia wpływa na efekty każdego zabiegu, nie tylko autologicznego.

Zwróciłabym jednak uwagę, że w przypadku zabiegów autologicznych głównym materiałem jest krew pacjenta, a więc ważne są jej parametry i jakość. Nie mówię oczywiście o standardowych wykluczeniach, chorobach, małopłytkowości itp.

Fibryna bogatokomórkowa i strukturalna działają biostymulująco, ale są też induktorem procesów naprawczych w skórze. Trójwymiarowa matryca fibrynowa aktywuje fibroblasty i wspomaga przebudowę. Jak to działa?

W przypadku osocza mamy antykoagulanty, czyli nigdy nie wytworzy się ich matryca. Przy fibrynie nie mamy żadnych dodatków, jest to zupełnie autologiczny materiał i ona lekko gęstnieje, tworzy taką trójwymiarową sieć. Oprócz tego, że zamykają się w niej –tak jakby sieciują – czynniki wzrostu, są one też uwalniane dużo wolniej niż w przypadku wyrzutu natychmiastowego – jak w pierwszej godzinie po osoczu. Oprócz tego do tej matrycy migrują nasze komórki i powstają nowe, a fibryna staje się dla nich stelażem. Tu odbudowują się nowe struktury i taki zabieg warto wykonać w serii – wtedy uzyskujemy nie tylko regenerację, ale i głęboką odbudowę.

Opowiedz jeszcze o zastosowaniu serum cytokinowego w praktyce.

Autologiczne serum komórkowe wzbogacone o cytokiny, czyli ACRS, ma działanie mocno przeciwzapalne. Mamy tu antagonistę receptora interleukiny-1. Jego podstawowym celem nie jest bezpośrednia stymulacja fibroblastów, ale modulowanie nadmiernej odpowiedzi zapalnej. Sprawdzi się dobrze w dermatozach z komponentą zapalną i w chorobach typu łysienie plackowate. Poza tym wyciszenie stanu zapalnego tworzy znacznie lepsze środowisko do produkcji i przebudowy kolagenu, więc to pośrednie działanie też jest istotne.

Czy procedury autologiczne warto łączyć z technologiami lub stymulatorami?

Ze stymulatorami, z mojej perspektywy, nie ma to sensu, bo już terapie autologiczne działają stymulująco. Fibryna jest zresztą najsilniejszym stymulatorem. To, co możemy zrobić, to podczas jednej procedury, jednego pobrania krwi, połączyć na przykład fibrynę strukturalną, osocze i fibrynę bogatokomórkową. Ta pierwsza odpowie na potrzebę odbudowy objętości, osocze pomoże zadbać o regenerację, a jak jeszcze trzeba odbudować okolicę oka, dodamy fibrynę bogatopłytkową. Ważna jest dobra kwalifikacja i dobry pomysł na procedurę.

Z technik łączonych uważam, że mikronakłucia są game changerem. Jeśli zabieg autologiczny wykończymy jeszcze mikronkłuwaniem (albo – w zależności od potrzeb – rozpoczynamy nim), pracujemy na wszystkich płaszczyznach. To jest kompleksowe myślenie o skórze. Z zabiegów hi-tech bez problemów możemy łączyć autologię z radiofrekwencją mikroigłową czy laserami, np. modnym tulowym. Ale na taką terapię trzeba mieć plan i świadomość procesów zachodzących w skórze.

Zabiegi autologiczne sprawdzą się u każdej klientki?

Nie dobieramy nigdy osoby do zabiegu, tylko zabieg do osoby. Diagnozujemy potrzeby, sprawdzamy gotowość do wybranei procedury i dopasowujemy odpowiednie frakcje. Z mojej praktyki wynika, że tak naprawdę nie ma problemu, do którego nie dobierzemy jakiegoś zabiegu autologicznego. One działają na różnych płaszczyznach, na różne niedoskonałości. Osocze można podawać praktycznie od czubka głowy, aż po stopy. Dużo zabiegów wykonuje się na owłosioną skórę głowy, ale pracujemy też na przykład z ranami na stopie cukrzycowej, uzyskując szybsze gojenie. Jeżeli ktoś dobrze rozumie te zabiegi, umie je dobrze dobrać, pracuje na dobrych parametrach i sprzęcie oraz wie, jak to robić, będzie miał odpowiedź na większość wyzwań, które spotyka w gabinecie. Dla mnie istotne jest, że nie mamy tu ryzyka powikłań, kumulacji materiału w skórze. W przypadku wielu rozwiązań estetycznych po latach okazuje się, że np. pozostają depozyty, zabieg jest przeciwwskazaniem do późniejszego wykonania liftingu albo tworzą się zrosty, otorbienia. Tu ryzyko wynosi praktycznie 0 proc. i mówię to z pełną odpowiedzialnością.

Czy przed zabiegiem i po nim wykonujesz jakieś badania, które obiektywizują efekty procedur autologicznych?

Uważam, że nie ma takiej potrzeby, ale często to robię. Wykonuję pomiary analizerem skóry, żeby pokazać głębokość zmarszczek, nawilżenie czy teksturę, czasem robimy badania USG. No i zdjęcia – zawsze w tym samym pomieszczeniu, na tym samym fotelu, w tym samym oświetleniu – i efekty naprawdę widać gołym okiem.

Mogę też zdradzić, że właśnie rozpoczynamy bardzo duże badanie na temat wpływu fibryny bogatopłytkowej na skórę i tkankę podskórną. Będziemy badać 100 osób, mamy już zgodę Komisji Biotycznej. I to badanie będzie też odpowiadało na pytanie o stymulację kolagenu. Potrwa kilka miesięcy, planujemy wziąć do grupy osoby w wieku 35-65 lat. Chętnie podzielimy się wynikami z Czytelniczkami LNE.

W jakim kierunku będzie się w rozwijała medycyna autologiczna?

Nie wiem, czy ktoś wymyśli coś nowego, na pewno rozwiązania, którymi już dysponujemy, będą ulepszane. Mamy coraz doskonalsze probówki, zmienia się próżnia, sposoby odwirowania, żeby jak najwięcej wyciągnąć z tego, co jest już dostępne. Ale kto wie, może coś jeszcze nas zaskoczy?

Rozmawiała Agnieszka Wróblewska

Dr Magdalena Daszkiewicz 

Medyczka, trenerka, wykładowczyni, ekspertka w dziedzinie kosmetologii estetycznej z 17-letnim doświadczeniem. Prelegentka konferencji krajowych i międzynarodowych, autorka publikacji naukowych oraz artykułów branżowych. Autorka innowacyjnej metody Full Face Natural®, łączącej autologiczne modelowanie twarzy z regeneracją tkanek. Współautorka podcastu „Piękno Pod Prąd”.

WRÓĆ DO LISTY ARTYKUŁÓW