Jeszcze kilka lat temu kosmetologia estetyczna koncentrowała się przede wszystkim na pobudzaniu. Stymulacja fibroblastów, mikrouszkodzenia, przebudowa skóry, kontrolowany stan zapalny i intensywne procedury były podstawą wielu terapii. A jak jest dziś?
LNE: Jeszcze niedawno rynek zachwycał się coraz mocniejszymi procedurami. Dziś coraz częściej słyszymy o cool down. Skąd ta zmiana?
Katarzyna Nowacka: To odpowiedź na realne problemy, które obserwujemy w gabinetach. Przez lata skupialiśmy się na permanentnym stymulowaniu skóry. Mezoterapia, mikronakłuwanie, peelingi średniogłębokie, lasery frakcyjne czy intensywne terapie aktywne przynosiły efekty, ale często pomijaliśmy bardzo ważny aspekt – zdolność skóry do regeneracji. Znacznie więcej osób i w coraz młodszym wieku trafia dziś do gabinetów kosmetologicznych z zaburzoną barierą hydrolipidową, nadreaktywnością, przewlekłym stanem zapalnym, objawami neurozapalenia czy dysbiozą mikrobiomu.
To nie są już pojedyncze przypadki. To codzienność. Dlatego obserwujemy zwrot w kierunku terapii, które nie pobudzają skóry za wszelką cenę, ale pomagają jej odzyskać równowagę.
Czyli kosmetologia wycofuje się ze stymulacji?
Absolutnie nie, to nie tak! Stymulacja nadal pozostaje niezwykle ważnym narzędziem. Problem pojawia się wtedy, gdy staje się jedynym narzędziem.
Dzisiaj po prostu lepiej rozumiemy procesy biologii starzenia. Wiemy, że przewlekły stan zapalny niskiego stopnia, określany jako inflammaging, jest jednym z głównych mechanizmów odpowiedzialnych za starzenie skóry. Jeżeli więc skóra znajduje się stale w stanie pobudzenia, zaczerwienienia i mikrozapalenia, dokładanie kolejnych procedur stymulujących może nie przynosić oczekiwanych rezultatów. Czasami najlepszą terapią jest chwilowe zatrzymanie się i stworzenie warunków do regeneracji.
Wobec tego jakie sygnały wskazują, że klient potrzebuje terapii typu cool down?
Lista jest bardzo długa. Najczęściej obserwujemy przewlekłe zaczerwienienie, skłonność do rumienia, uczucie pieczenia i szczypania, nadreaktywność na kosmetyki, przesuszenie mimo intensywnego nawilżania, niekiedy przy jednoczesnym pobudzeniu gruczołów łojowych, i częste nawroty stanów zapalnych. Ponadto pogorszenie efektów terapii przeciwstarzeniowych, nasilone przebarwienia pozapalne oraz trądzik oporny na leczenie. Często klientka mówi: „robię wszystko, a moja skóra wygląda coraz gorzej”. To bardzo charakterystyczny sygnał.
Jakie błędy są najczęściej popełniane przez samych specjalistów?
Największym błędem jest przekonanie, że więcej zabiegów oraz mnogość i powielanie wysoko aktywnych składników w jednej procedurze, ich stężeń – tu dobrym przykładem będzie dublowanie we wszystkich produktach pielęgnacyjnych niacynamidu (genialny składnik, który ma wiele wskazań, lecz dużo nie znaczy lepiej, może podrażniać) i innych – oznacza lepszy efekt.
Wielu klientów przechodzi od jednego bodźca do drugiego: laser, peeling, następnie mikronakłuwanie, potem retinoidy – nic złego w łączeniu metod, potwierdzono skuteczność terapii łączonych, ale w przemyślany sposób. Dla organizmu każdy zabieg jest pewnym stresem biologicznym. Oczywiście kontrolowanym, ale nadal stresem. Jeżeli nie zachowujemy odpowiednich odstępów między procedurami, możemy doprowadzić do przeciążenia mechanizmów naprawczych.
Jak duży wpływ na ten trend ma rosnąca wiedza o mikrobiomie?
Ogromny. Jeszcze kilka lat temu skupialiśmy się przede wszystkim na komórkach skóry. Dziś wiemy, że równie ważne są mikroorganizmy zamieszkujące jej powierzchnię. Zdecydowanie warto podkreślić również znaczenie wzajemnej komunikacji osi jelita – skóra. Mikrobiom wpływa na funkcjonowanie bariery ochronnej, regulację stanu zapalnego, odpowiedź immunologiczną i procesy gojenia. Nadmierna eksfoliacja, agresywne procedury i produkty pielęgnacyjne mogą prowadzić do zaburzenia równowagi mikrobiologicznej. Dysbioza skóry towarzyszy większości dermatoz: trądzikowi pospolitemu, rosacea, łuszczycy, łZS. AZS itd. Zmiany mikrobioty towarzyszą także skórze w okresie menopauzy.
Które grupy pacjentów najbardziej korzystają z podejścia cool down?
Przede wszystkim osoby z cerą wrażliwą, z trądzikiem różowatym, z rumieniem, po intensywnych terapiach estetycznych, z AZS, z zaburzoną barierą naskórkową, po długotrwałym stosowaniu retinoidów, z objawami przewlekłego stanu zapalnego.
Ale coraz częściej również pacjenci anti-aging. To może brzmieć paradoksalnie, ale spokojna, stabilna i dobrze funkcjonująca skóra starzeje się wolniej niż skóra nieustannie poddawana agresywnym procedurom.
Jak wyglądają zabiegi wpisujące się w filozofię cool down?
Przede wszystkim są mniej spektakularne wizualnie. Nie zawsze widzimy złuszczanie, rumień i nie zawsze towarzyszy im faza rekonwalescencji. Ich zadaniem jest obniżanie poziomu stanu zapalnego, wzmacnianie bariery naskórkowej, wspieranie mikrobiomu, poprawa funkcji naczyń, zwiększanie odporności skóry na stres. Natomiast pojawia się ujednolicony koloryt, mniejsza reaktywność na bodźce i wyrównana struktura.
Coraz większą rolę odgrywają substancje takie, jak ektoina, beta-glukan, ceramidy, niacynamid, filtraty bakteryjne, kwercetyna, ekstrakt z szyszek chmielu, glukonolakton, kwas laktobionowy, trehaloza czy peptydy o działaniu przeciwzapalnym.
Czy ten kierunek ma związek z trendem longevity?
Tak, i to bardzo silny. Longevity nie polega na ciągłej walce ze starzeniem.Polega na wspieraniu biologii organizmu tak, aby mógł funkcjonować jak najdłużej w optymalny sposób, czyli na wydłużeniu okresu healthspanu. Dokładnie tak samo jest w przypadku skóry. Coraz częściej mówimy nie o odmładzaniu, ale o profilaktyce i utrzymywaniu zdrowia skóry. To zasadnicza różnica.
W centrum zainteresowania znajduje się odporność skóry, jej zdolność adaptacji, regeneracji i autonaprawy.
Czy możemy mówić o zmęczeniu skóry zabiegami?
Zdecydowanie tak. Coraz częściej pojawia się określenie „overtreated skin”. To skóra, która przez długi czas była poddawana zbyt intensywnym procedurom. Objawia się ona nadreaktywnością, zaczerwienieniem, osłabioną regeneracją, zwiększoną utratą wody, pogorszeniem jakości skóry mimo licznych zabiegów. Wbrew pozorom, czasem wystarczy kilka tygodni terapii wyciszających, by poprawić kondycję skóry bardziej niż kolejny zabieg stymulujący. Dlatego od lat w pracy kieruję się zasadą „z szacunkiem dla skóry”.
A czynniki pozazabiegowe?
Nie da się wyciszyć skóry bez spojrzenia na cały organizm. Przewlekły stres, niedobory snu, nikotynizm, dieta wysoko przetworzona, insulinooporność/dysfunkcje metaboliczne, zaburzenia jelitowe, a także przewlekłe infekcje wpływają na poziom stanu zapalnego. Dlatego współczesna kosmetologia zwraca się w kierunku interdyscyplinarnej współpracy z dietetykami, lekarzami medycyny funkcjonalnej i psychologami. Skóra jest częścią złożonego systemu, nie samotną wyspą.
Jak będzie wyglądała przyszłość kosmetologii?
Myślę, że czeka nas era personalizacji. Nie będziemy zadawać pytania: „Jaki zabieg wykonać?” tylko pytać: „Czego potrzebuje ta skóra dzisiaj i w przyszłości?”. Czasami będzie to stymulacja. Czasami regeneracja albo właśnie cool down. Kosmetologia staje się sztuką wnikliwej analizy, planowania, przewidywania, dbałości o szczegóły w nurcie nieustającego holizmu – dziedziną pełną kunsztu. Najbardziej skuteczni specjaliści przyszłości to ci, którzy potrafią mapować potrzeby skóry i człowieka w całości, nie wyłączając jego psychiki. Pracując w tym nurcie, bez trudu rozpoznają moment, w którym należy stymulować lub przestać pobudzać i zacząć wyciszać. Od lat dążę swoją pracą i zaangażowaniem do momentu, kiedy kosmetologia tak właśnie będzie postrzegana, jako sztuka pełna finezji i szerokich horyzontów.
Filary terapii
- odbudowa bariery hydrolipidowej
- wsparcie mikrobiomu skóry i jelit
- redukcja neurozapalenia
- kontrola przewlekłego stanu zapalnego (inflammaging)
- poprawa regeneracji i odporności skóry
- ochrona przed stresem oksydacyjnym
- współpraca z dietą i stylem życia klienta.
Nowoczesna kosmetologia coraz częściej koncentruje się nie na maksymalnym pobudzaniu skóry, lecz na przywracaniu jej zdolności do samoregulacji. To właśnie ten kierunek stanowi fundament strategii longevity skin.
5 sygnałów, że skóra potrzebuje wyciszenia
- zaczerwienienie utrzymujące się przez wiele godzin po zabiegu
- uczucie pieczenia po aplikacji podstawowych kosmetyków
- narastająca nadwrażliwość i dyskomfort
- brak poprawy mimokolejnych procedur estetycznych
- częste nawroty trądziku,rumienia lub przebarwień pozapalnych.
Jeżeli klient prezentuje kilka z tych objawów jednocześnie, warto rozważyć czasowe ograniczenie procedur stymulujących i wdrożenie terapii regeneracyjno-wyciszających.
Rozmawiała Agnieszka Keller

Katarzyna Nowacka
Mgr kosmetologii z blisko 30-letnim stażem. Specjalistka psychosomatyki i somatopsychologii, członkini Polskiego Towarzystwa Medycyny Stylu Życia oraz Polskiej Akademii Dietetyki i Mikroodżywiania. Laureatka nagrody Holistic Beauty Award. Propaguje ideę: ZDROWA GŁOWA – ZDROWE CIAŁO – ZDROWA SKÓRA, wierząc w interdyscyplinarną perspektywę rozwiązywania problemów skórnych.