login hasło
  zapomniałem hasła 
SWOJEGO NIE ZNACIE

Czy widzieli Państwo kiedyś grubego Chińczyka? Ja widziałem,
na olimpiadzie – podnosił ciężary. Ale poza tym to raczej trudno.
Być może dlatego, że się dobrze odżywiają, albo dlatego,
że się odżywiają słabo, być może dzięki herbacie albo dzięki
ping-pongowi – Chińczycy faktycznie są szczupli. Zresztą,
gdyby byli grubi, zwyczajnie nie zmieściliby się w Chinach.
Półtora miliarda grubasów rozsadziłoby mur chiński od środka.
Pomysł, by to Chińczyków spytać o radę w kwestii odchudzania,
wydaje się więc znakomity. Skoro są chudzi, muszą
wiedzieć, jak się odchudzać. Jedzmy to, co oni, gimnastykujmy
się ich metodą, a też będziemy szczupli. W tym miejscu pojawiają
się jednak wątpliwości. Po pierwsze – czy chińskie metody
działają też w innych strefach klimatycznych? Po drugie – czy
aby Etiopczycy nie będą lepszymi specami od chudnięcia?
Tylko kto chciałby przejść na ich dietę? Po trzecie wreszcie –
czy chudzi rzeczywiście znają się na odchudzaniu? To przecież
trochę tak, jakby u człowieka, który nigdy nie wziął papierosa
do ust, szukać recepty na rzucenie palenia. Przecież lepiej zna
się na tym ktoś, kto rzucał palenie, najlepiej wiele razy, kto
przetestował różne metody i w końcu z sukcesem zastosował
najlepszą. Wracając do tuszy – najlepszymi specjalistami od
odchudzania powinny być ex-grubasy trzymające wagę.
Może więc rady szukać w USA. Jak skutecznie zrzucić 30 kilogramów?
To proste. Najpierw przez kilka lat żywimy się hamburgerami
i coca-colą, a gdy osiągniemy już 150 kg, przerzucamy
się na sałatki, suplementy diety i jogging z trenerem.
W kilka miesięcy tracimy 30 kg i zostajemy rekordzistami
odchudzania. Możemy dostać nawet jakiś medal albo dyplom.
Powodzenia.
Jeśli dwie największe potęgi gospodarcze świata – Chiny i USA
są nam w stanie pomóc jedynie połowicznie, powinniśmy
w poszukiwaniu wzorców udać się w podróż nie w przestrzeni,
ale w czasie. Według badań historycznych 200 lat temu 90%
przodków dzisiejszych klientów gabinetów kosmetycznych
należało do stanu chłopskiego. Uprawiali swoją lub cudzą
ziemię i cały dzień spędzali na powietrzu. Solaria, nawet gdyby
były już wynalezione, nie mogły liczyć na wielu klientów.
Podobnie dietetycy, bo czyż ktoś widział (choćby na obrazach
Chełmońskiego) grubego chłopa?
Kasza, barszcz, zsiadłe mleko, mięso na święta dwa razy do
roku i częste spacery za pługiem. Oto idealny sposób na utrzymanie
wagi. Ta koncepcja ma w sobie całkiem spory potencjał
marketingowy. Chłopskie spa można otworzyć prawie w każdej
chałupie, gdzie działa agroturystyka. Sauna z brzozowymi
witkami ma szanse na godło promocyjne „Teraz Polska”
i dotacje z Unii, a sobotnia wyprawa na zabawę w sąsiedniej
wsi daje szansę na kąpiel stóp w błocie i masaż gorącymi
kamieniami w przypadku większej awantury. Redakcja LNE
objęła patronatem medialnym 1. Kongres Agrowellness
w Bronowicach, gdzie przyznane zostaną Złote, Srebrne
i Brązowe Buraki dla najlepszych produktów i salonów nowej
branży. Spodziewani są goście z USA i Chin.

Cały tekst artykułu dostępny dla aktualnych prenumeratorów LNE & spa

« powrót