Pobierz aplikację LNE Apple Store Logo Google Play Logo
 
Pokonaj przebarwienia!
22/10/2015

Poznaj najnowsze koncepcje kosmetologicznych terapii hiperpigmentacji, dzięki którym twoi klienci będą cieszyć się piękną skórą. 

Rozmowa z Martą Mieloszyk-Pawelec

Jest pani praktykującym kosmetologiem, farmaceutką, pasjonatką medycyny prewencyjnej. Współpracuje pani z zagranicznymi specjalistami i ciągle się dokształca, śledząc najnowsze trendy w kosmetologii i badaniach nad zdrowym stylem życia. Co, z pani perspektywy, zmieniło się w ostatnich latach, jeśli chodzi o terapię przebarwień skóry?
Zmienia się przede wszystkim koncepcja pracy z przebarwieniami. Coraz powszechniej rozumiemy, że nie wystarczy zabieg rozjaśniający zmianę – trzeba przede wszystkim ustalić, dlaczego przebarwienie powstało i co należy zrobić, żeby nie powróciło. Wystąpienie przebarwienia to nie jest loteria, ono wynika z konkretnego zaburzenia w organizmie. Może się wiązać z nieuregulowanym poziomem hormonów, ciążą albo z nieprawidłową pracą wątroby – ale bardzo często żaden z tych czynników nie występuje, a przebarwienia wracają. Przyczyną może być zubożona obrona antyoksydacyjna naszych komórek – niedobory miedzi, cynku, selenu oraz osłabiona praca enzymów zwalczających wolne rodniki w organizmie – problem możliwy do rozwiązania, jeśli się uzupełni niedobory tych mikroelementów. Taki sposób myślenia przyjmują już dziś firmy kosmetyczne, które proponują zabiegi estetyczne czy preparaty do pielęgnacji domowej. W kosmetykach do tzw. opieki okołosłonecznej, które chronią nas przed skutkami promieniowania UV, coraz częściej oprócz filtrów znajdują się antyoksydanty. Świetnym rozwiązaniem jest dołożenie substancji, na przykład ergotioneiny, która dodatkowo chroni przed uszkodzeniami DNA. A po ekspozycji słonecznej warto mieć zestaw odpowiednich kosmetyków, które będą dalej wspomagać skórę  w regeneracji.

Filtry nie wystarczą?
Przebarwienie rzadko powstaje jako natychmiastowy skutek ekspozycji słonecznej. Zazwyczaj jest odległym efektem działania słońca – pod jego wpływem w naszej skórze są produkowane w bardzo dużej ilości wolne rodniki. Są to cząstki bardzo reaktywne, łatwo łączą się z lipidami i z genomem ludzkim – z tego biorą się uszkodzenia. Dlatego jeśli nie mamy w organizmie sprawnej ochrony przeciwwolnorodnikowej, filtr przeciwsłoneczny nie ochroni nas ani przed przebarwieniami, ani przed fotouszkodzeniami. On zapobiega tylko natychmiastowym skutkom promieniowania, ale już
nie tym opóźnionym. Nowoczesne preparaty ochronne są wymyślane tak, by chronić też przed odległymi konsekwencjami ekspozycji na promieniowanie UV. Moje klientki to rozumieją i bardzo się cieszą, że mogą się zabezpieczyć przed obydwoma rodzajami oddziaływania słońca. Ważne jest podejście kompleksowe. Jeśli chcemy zabezpieczać skórę przed wolnymi rodnikami, warto przyjmować antyoksydanty doustnie – nie tylko podczas urlopu, ale również miesiąc przed i miesiąc po okresie ekspozycji słonecznej. Mam na myśli witaminę E, polifenole, izoflawony, karotenoidy. Można podawać resweratrol, olejek z rokitnika. Najlepiej znaleźć dobrą kompozycję tych składników. Co ważne, ich uzupełnienie wpływa również na spowalnianie procesów starzenia się skóry. Natomiast jeśli będziemy działać tylko zewnętrznie, możemy usunąć przebarwienie, ale przy następnej ekspozycji słonecznej problem powróci.

Jakie przebarwienia najtrudniej zredukować?
Przebarwienia możemy podzielić na naskórkowe, skórne i mieszane. Najtrudniejsze w terapii są te zlokalizowanie głęboko – skórne, ale także mieszane oraz melasma naczyniowa. Ta ostatnia głównie ze względu na złożony mechanizm powstawania i na występowanie w tym obszarze, co przebarwienie, znacznie powiększonych i liczniejszych naczyń krwionośnych. Jak dotąd nie zdarzyło się jednak, by stosując odpowiednie techniki, nie udało mi się wyeliminować takiej zmiany.

Jakie zabiegi sprawdzają się w trudniejszych przypadkach?
Przy głębszych zmianach najskuteczniejsze są terapie łączone. Bardzo cenię znany zabieg Cosmelan, ale też łączenie pilingów chemicznych z kremem Cosmelan 2. W terapii przebarwień często stosuję również pilingi oparte na kwasie ferulowym, które są też bardzo przydatne przy takich objawach fotostarzenia jak elastoza, wiotczenie skóry czy rozszerzone naczynka. W zeszłym roku pojawił się rewelacyjny DNA Recovery Peel Medidermy, który jest oparty na piętnastoprocentwym kwasie ferulowym. To stężenie pozwala na naprawę uszkodzonego DNA. Warty uwagi jest też zabieg Target Nano Peel, który działa jednocześnie na wzmocnienie naczyń krwionośnych i depigmentacyjnie, na wyrównanie procesu melanogenezy. Zawiera  kwas traneksamowy – innowacyjną substancję aktywną w leczeniu melasmy. Rozjaśnia – redukuje produkcję prostaglandyny, hamując tyrozynę oraz redukuje uwalnianie czynnika wzrostu śródbłonka naczyniowego (VEGF), który działa bezpośrednio na melanocyty. Działa też przeciwzapalnie: redukuje uwalnianie kwasu arachidonowego. Często dostosowując się do stanu skóry i potrzeb pacjenta, łączę różne rodzaje pilingów – w zależności od tego, czy chciałabym dodatkowo rozświetlić skórę, czy ją napiąć, czy na przykład obkurczyć naczynia krwionośne. W okresie letnim stosuję bardzo delikatne pilingi w połączeniu z dodatkami, takimi jak kwas kojowy czy witamina C. Do kontynuacji w domu rekomenduję krem Cosmelan 2, ale trzeba pamiętać, że do wyrównania szlaku melanogenezy niezbędna jest regularność stosowania takiej kuracji przez określony czas. Po lecie możemy sięgnąć po intensywniejsze formuły łączone pilingów, np. B-hydroksykwasy i wysokie stężenia retinolu, terapeutyczny piling dyniowy lub Retexture Brite Peel – nowość na rynku kosmetologicznym, połączenie w jednym preparacie substancji złuszczających i nowoczesnych składników depigmentacyjnych (heksylorezorcynol).

Na co zwracać uwagę, planując terapię?
Oprócz głębokości trzeba zwrócić uwagę na typ przebarwienia: czy są to plamy soczewicowate, melasma, przebarwienia pozapalne czy wreszcie melasma naczyniowa, kiedy pod przebarwieniem mamy bardzo silną angiogenezę. To ważny i ciekawy temat – wiele pań mówi, że po zabiegu depigmentacyjnym przebarwienie pięknie im zeszło, ale za to popękały naczynia krwionośne. A to nieprawda, po prostu przebarwienie maskowało naczynia, które się pod nim znajdowały – coś takiego bardzo łatwo przeoczyć bez starannych oględzin skóry przed zabiegiem. Dlatego bardzo ważne jest, żeby dokładnie zbadać przebarwienie i prawidłowo rozpoznać jego typ. Pamiętajmy też, że podstawą terapii musi być dobrze przeprowadzony wywiad – na jego podstawie staramy się ustalić przyczynę przebarwień. Są sytuacje ewidentne, na przykład pociążowe – wtedy najlepiej zrobić sprawdzony zabieg rozjaśniający i to powinno wystarczyć. Natomiast gdy ktoś ma nawrotowe przebarwienia co roku, trzeba na to spojrzeć z punktu widzenia biochemii. (…)

Artykuł pochodzi z 102 wydania LNE
Czytaj więcej – kup prenumeratę LNE.

ZAPRENUMERUJ KOLEJNE NUMERY JUŻ TERAZ
LNE - ponad 200 stron dobrej lektury