„Pan od makijażu”
Pobierz aplikację LNE Apple Store Logo Google Play Logo
 
„Pan od makijażu”
22/01/2016
104-sergiuszPrzeczytaj rozmowę z Sergiuszem Osmańskim, jedną z ikon świata makijażu.

Nie przesadzę, jeśli powiem, że jest pan prawdziwą ikoną makijażu i jednym z najbardziej znanych makijażystów w Polsce, ale niektórzy nie wiedzą, że studiował pan w szkole teatralnej i makijażem zajął się trochę z „przypadku”…
Tak, będąc studentem dorabiałem jako asystent fotografa i na jednej z sesji zdjęciowych nie pojawiła się charakteryzatorka. Okazało się, że zamiast trzymać blendę i koordynować nasycenie światła, mam wykonać makijaż modelce. To było prawdziwe wyzwanie (śmiech).

Niedługo po tym „makijażowym incydencie” dostał pan propozycję wyjazdu na stypendium do Londynu, by tam uczyć się makijażu…
Końcówka lat 80. to „złoty okres” dla Słowianek, do Polski zaczęli przyjeżdżać tzw. skauci z różnych agencji modelek w poszukiwaniu pięknych Polek. Jedna z tych agencji współpracowała ze szkołą makijażu w Londynie i dzięki temu otrzymałem stypendium i możliwość wylotu do Anglii.

Pana pracą dyplomową były makijaże do teledysku „Too Funky” George’a Michaela, a jednak porzucił pan możliwości, jakie dawał Londyn i wrócił do Polski. Dlaczego?
Tak, byłem jednym z makijażystów odpowiedzialnych za wykreowanie wizerunku artystów występujących w tym wideoklipie. Lata spędzone w Londynie były trudne, choć bardzo twórcze, ale ostatecznie tęsknota za krajem zwyciężyła. Moi przyjaciele śmiali się, że ewidentnie miałem zbyt dobrych polonistów, którzy wpoili mi wartości patriotyczne.

Początek lat dziewięćdziesiątych w naszym kraju to zachłyśnięcie się dostępnością kosmetyków kolorowych i makijaże, które teraz wywołują uśmiech na twarzy. Jak odnalazł się pan w tej rzeczywistości?
Mój powrót przypadł na początek lat 90., Polki dosłownie zachłysnęły się wtedy ogólną dostępnością kosmetyków, które do tej pory mogły nabyć jedynie w Pewexie lub Baltonie. Istny szał makijażu i głód wiedzy, jak go poprawnie wykonywać, spowodował, że na organizowane pokazy makijażu przybywały tłumy niczym na koncert rockowy. Zdziwienie budził także zawód wizażysty, gdyż do tej pory w Polsce z makijażem kojarzono charakteryzatorki i kosmetyczki. Dochodziło do zabawnych sytuacji, w których nazywano mnie np. witrażystą albo „panem od makijażu”, bo ówcześni dziennikarze nie byli w stanie zapamiętać słowa wizażysta.

 

Fragment artykułu pochodzi ze 104 wydania LNE


 

Rozmawiała Agnieszka Wróblewska
Zastępca redaktor naczelnej LNE
ZAPRENUMERUJ KOLEJNE NUMERY JUŻ TERAZ
LNE - ponad 200 stron dobrej lektury