Zdrowie ukryte w komórkach

W jakim stopniu kondycja organizmu zależy od sposobu odżywiania i czy w każdym wypadku ma on wpływ na stan zdrowia? Rozmawiamy z dr. Claudem Lagardem, farmaceutą i biologiem, autorem koncepcji aktywnego odżywiania komórkowego.

LNE: Jest pan twórcą koncepcji aktywnego odżywiania komórkowego. Skąd taka nazwa i co w tym wypadku oznacza określenie „aktywne”?
Dr Claude Lagarde:
Jeśli coś jemy, to nie wiemy, czy to będzie przez organizm wykorzystane. Trzeba więc zadbać o to, żeby nasze pożywienie było aktywne, czyli skuteczne i żeby zawarte w nim składniki były przyswajane przez organizm. Nazwa koncepcji mogłaby równie dobrze brzmieć: „skuteczne odżywianie komórkowe”.

A dlaczego „komórkowe”? Czy nie każde odżywianie wpływa na komórki?
Człowiek je po to, żeby odżywić organizm, ale przekształciliśmy proces żywienia się w czynność przynoszącą przyjemność. A przecież pożywienie ma spowodować, że organizm może przeżyć, walczyć, dostosowywać się do panujących warunków. Odżywianie dla 99% ludzi to to, co jemy, ale większość ludzi nie ma świadomości, że to, co jemy, nie zawsze dociera do komórek. Czasami będzie miało działanie toksyczne, czasem nie będzie strawione, zostanie usunięte przez układ wydalniczy, a ważne jest odżywienie komórek, które składają się na tkanki. Można więc jeść, nie odżywiając tkanek, ponieważ niewłaściwie wybrało się składniki pożywienia, ale można też jeść dobre produkty, których jednak organizm nie będzie dobrze trawił, bo np. niewłaściwie funkcjonują enzymy trawienne. Trzeba więc zadbać o to, żeby komórka otrzymywała to, co powinna otrzymywać.
Trawienie zaczyna się już w ustach – pierwszym działaniem prozdrowotnym jest długotrwałe żucie. Jeśli się śpieszymy i połykamy pokarmy, to nie mogą one być właściwie strawione, zalegają w jelitach, dokarmiając florę bakteryjną i wywołując nadmierną fermentację. Tak więc w niektórych przypadkach stany zapalne jelita można wyleczyć tylko dzięki właściwemu procesowi żucia!
Na dalszych etapach procesu trawienia ważną rolę odgrywają enzymy trawienie, m.in. w żołądku czy w trzustce. Jeśli np. osłabione jest działanie trzustki, to nawet jeżeli je się wartościowe rzeczy, to ich składniki i tak  nie zostaną przyswojone przez organizm.

W jaki sposób bada się pacjenta? Skąd wiadomo, czy organizm odpowiednio przyswaja składniki odżywcze i czego mu brakuje?
Przeprowadzamy bardzo szczegółowo opracowaną ankietę. Pacjent odpowiada na pytania, które są tak skonstruowane, że pozwalają nam jak najlepiej poznać jego organizm. 

Analizujemy siedem obszarów:

  • niedobory nienasyconych kwasów tłuszczowych;
  • hipoglikemię komórkową, czyli niedobry glukozy we krwi, powodujące nadmierną stymulację trzustki, w wyniku czego może się pojawić cukrzyca typu 2, która jest obecnie klasyfikowana jako najczęstsza przyczyna zgonów;
  • kwasicę metaboliczną, która mówiąc najprościej, pojawia się, kiedy jemy za dużo mięsa, a za mało warzyw. Organizm próbując neutralizować kwasy, zużywa swoje rezerwy mineralne. Z kolei brak substancji mineralnych prowadzi do określonych objawów i zaburzeń. Przyczyną demineralizacji może być też np. picie coca-coli, która zawiera kwas fosforowy;
  • neurodystonię – problemy związane ze zmęczeniem i niepokojem;
    zaburzenia ekosystemu jelitowego;
  • toksyny, zaburzenia pracy wątroby – tu powodem jest zanieczyszczenie środowiska, w którym żyjemy, czy spożywanie przetworzonej żywności. Toksyny – pestycydy, metale ciężkie czy konserwanty chelatują oligoelementy, dlatego właśnie ich niedobór może być spowodowany niewłaściwym wyborem produktów do jedzenia;
  • i obszar ostatni, jakim jest osłabienie obrony komórkowej i denaturacja tkanek – to konsekwencja wszystkich zaburzeń, którym podlega organizm. Chroniczne utlenianie to przyczyna poważnych chorób, jak udar, zawał serca czy nowotwory i chorób neurodegeneracyjnych, jak choroba Alzheimera czy Parkinsona. Jedną z przyczyn chronicznych procesów utleniania jest palenie. W wielkim skrócie mechanizm utleniania polega na tym, że organizm, żeby wydalić toksyny, wysyła makrofagi, które z kolei wywołują stan zapalny.

W naszej ankiecie pacjent odpowiada na pytania dotyczące wymienionych obszarów, a my stwarzamy profil funkcjonalny jego organizmu. Najbardziej wyraźne wyniki testy dają u osób, które nie bardzo dbają o swoje zdrowie, np. u pacjenta, który przychodzi do gabinetu i mówi: nie wiem, co mi dolega, jestem ciągle zmęczony, boli mnie brzuch i głowa, mam nudności. Ankieta pozwoli ustalić, co źle funkcjonuje w jego organizmie, jakie występują niedobory.

Skąd wziął się pomysł na tego rodzaju analizę funkcjonowania organizmu?
Miałem duże laboratorium analityczne, w którym pracowało 60 osób. Jedna z moich współpracownic w wieku 30 lat zachorowała na raka i zmarła po trzech latach. Nowotwór jest często rezultatem wcześniejszych traumatycznych wydarzeń, szoku emocjonalnego, który osłabia układ odpornościowy. Moja współpracownica poddała się chemioterapii, ale tym samym zatruwała swój osłabiony organizm. To mi nie dawało spokoju, zacząłem drążyć temat, zainteresowałem się, jaki 
wpływ na organizm mają  elementy odżywcze, dawkowanie oligelementów i to doprowadziło mnie do opracowania koncepcji aktywnego odżywiania komórkowego.

Ale w leczeniu nowotworów chemioterapia jest często koniecznością.
Ale też często stosuje się za wysokie dawki. Onkolog może odpowiednio przygotować organizm do tego procesu i dzięki temu zaaplikować mniejszą dawkę chemioterapii, mniej zatruwającą organizm. Do tego jeszcze należy zastosować właściwą dietę, w określony sposób przygotowywać posiłki – nie chodzi o to, żeby jeść dużo, ale żeby przyjmować w pożywieniu wartościowe składniki. Należy też stosować dobrej jakości suplementy diety, oligoelementy stymulujące układ odpornościowy. No i nie można zapominać o opiece psychologicznej – psycholog motywuje, zachęca do walki. To ważne, bo jeśli chemioterapia osłabi pacjenta, to łatwo może on stracić zapał, załamać się i przegrać z chorobą.

Czy współpracuje pan z lekarzami np. w szpitalach?
To trudna kwestia, ale czasem to się udaje. Współpracujemy też z ośrodkiem Les Chemins du Lac w Pirenejach, gdzie oprócz osób, które po prostu chcą o siebie zadbać i nauczyć się zdrowiej żyć, na turnusy przyjeżdżają też chorzy w trakcie rekonwalescencji. Tam łatwiej im wrócić do formy. To nie zawsze oznacza całkowite wyleczenie, ale np. remisję choroby. Niestety, to nie są pobyty refundowane przez system ochrony zdrowia.
Pacjent powinien się nauczyć, jak postępować ze swoim organizmem, bardzo ważne jest, żeby z ludźmi rozmawiać, tłumaczyć. Tymczasem kontakt z lekarzem zwykle nie opiera się na rozmowie – lekarz przekazuje informację o chorobie, a pacjent często się załamuje, czuje się samotny, nie wie, jak ma postępować.

Czy pańska koncepcja zdrowego życia i odżywiania nie jest trochę oderwana od rzeczywistości? Przecież żyjemy w zanieczyszczonym środowisku, nieustannie narażeni na stres, po co więc zawracać sobie głowę zdrowym stylem życia i dietą?
Wyobraźmy sobie naczynie wypełnione toksynami, które w pewnym momencie zaczynają  się z niego wylewać. Nie lepiej spróbować zapanować nad tym procesem? Niech tych toksyn będzie mniej, bo oczywiście nie ma co się oszukiwać, one nigdy całkiem nie znikną. Jeśli jednak żyjemy tak, żeby przyjmować ich mniej i więcej usuwać, to i tak lepiej niż nic nie robić, jedynie gromadząc toksyny, bo to pewnego dnia może się skończyć chorobami wynikającymi z zanieczyszczenia organizmu. Styl życia i odżywianie nie pomoże natomiast w przypadku chorób genetycznych. Wtedy można próbować zadbać o komfort pacjenta – dobrze go odżywiać, żeby poprawić jakość jego życia, dzięki czemu ogranicza się stan zapalny i przebieg choroby jest lżejszy. Najważniejszy jest w tym wszystkim zdrowy rozsądek.

Ale chyba zdrowy rozsądek lekarza, a nie pacjenta? Pacjent jest często zdesperowany, podatny na różne, często sprzeczne informacje i trudno mu się kierować zdrowym rozsądkiem.
Całkowicie się zgadzam, tylko że lekarzom często zdrowego rozsądku brak. Studia nie uczą ich tego, żeby się zastanawiać nad prostymi rzeczami i rozwiązaniami. Na medycynie za dużo mówi się o chorobach i przypadkach, a za mało o zdrowiu. Lekarza powinny charakteryzować trzy cechy – ciekawość, krytycyzm i spójność. To elementy, które pozwolą mu spojrzeć na chorego całościowo, pozwolą szukać przyczyn dolegliwości i usuwać je. Lekarzom często niestety brak ciekawości, co pewnie wynika z tego, że tak ich „sformatowano” podczas studiów. Rola lekarza ogranicza się dziś często do przepisywania leków czy zlecania badań, brakuje skupienia na pacjencie i dociekania przyczyn dolegliwości, na które cierpi. A przecież każdy pacjent jest inny – nie leczymy depresji, trądziku czy zapalenia okrężnicy, leczymy pacjenta.

A choroby skóry? O jakich dysfunkcjach organizmu świadczą najczęściej?
To przede wszystkim efekt gromadzenia się toksyn w wątrobie, która jest przeciążona, pojawiają się stany zapalne. W przypadku ciężkiej postaci niektórych chorób skóry, jak np. łuszczycy, stosuje się leki, które niepotrzebnie dodatkowo obciążają wątrobę, tymczasem zmiana diety łagodzi objawy, a nawet je usuwa. Lek nie jest rozwiązaniem problemu, nie spowoduje usunięcia toksyn. W tym może pomóc przyjmowanie odpowiednich oligoelementów, które są niezwykle ważne dla organizmu, chociażby dlatego, że są katalizatorami reakcji enzymatycznych. Bez oligoelementów organizm nie może funkcjonować. A kiedy np. pijemy coca-colę albo jemy za dużo białka czy stosujemy niezrównoważoną dietę, to tracimy cenne oligoelementy. Reakcje enzymatyczne to skomplikowane reakcje chemiczne zachodzące w miliardach komórek organizmu. W ich wyniku powstają hormony, neuroprzekaźniki, skóra, włosy, mięśnie – wszystko. Nasz organizm jest fabryką chemiczną. Otrzymuje paliwo w postaci kalorii, protein, cukrów, tłuszczów. Organizm ma za zadanie to strawić, przyswoić i odpowiednio wykorzystać. Jeśli cząsteczki potrzebne do życia są już wstępnie rozłożone przez enzymy trawienne, produkowane w trzustce czy w żołądku, przechodzą dalej do organizmu, docierając do tkanek, które ich potrzebują, a więc do komórek, z których tkanki się składają.
Weźmy przykład kwasów omega-3 – organizm wykorzystuje je, żeby produkować chroniące go np. przed nadciśnieniem prostaglandyny. Syntetyzuje specyficzny enzym, żeby przekształcić omega-3, ale to nie wystarczy. Do przekształcenia potrzeba jeszcze np. cynku czy manganu. To oznacza, że oligoelementy są jak kluczyki od samochodu – samochód działa, ale jeśli nie ma kluczyków, to go nie uruchomimy. Czasem do uruchomienia reakcji chemicznych wystarczy jeden, a czasem potrzeba wielu oligoelementów. Czasem potrzebny jest też kofaktor – jak witaminy B2, B3 – który ma działanie wspomagające. Dlatego tak duże znaczenie ma sposób odżywiania. Wszystkie enzymy to proteiny wyprodukowane dzięki genom. Przy uszkodzonych genach pojawia się choroba genetyczna, na przykład hemofilia czy mukowiscydoza, a wtedy niewiele pomoże odżywianie. Możemy natomiast opanować choroby związane z niedoborami czy z obecnością toksyn. To jest właśnie geniusz życia – wykorzystanie pożywienia w służbie genów aktywowanych przez konkretne potrzeby organizmu, jak wspomniane obniżenie ciśnienia dzięki wyprodukowaniu prostaglandyn w wyniku działania enzymu, który przekształci kwas omega-3. To tylko jeden z niezliczonych przykładów.
Wiadomo, że organizm ma zdolności samonaprawcze – ich przykładem może być proces gojenia się rany. Pozbywanie się toksyn, właściwe odżywianie spowoduje remisję poważnych chorób. Trzeba słuchać organizmu i dać mu szansę na działanie. Środowisko lekarskie często nie akceptuje takiej interpretacji, ale wierzę, że to się z czasem zmieni.