Skin Coach

Czy wiedzieliście, że nawet skóra ma już własnego coacha? O tym, jak kompleksową wiedzę z zakresu kosmetologii, dietetyki i chemii kosmetycznej połączyć z elementami coachingu, by stworzyć nowy, pasjonujący zawód, opowiada nam Bożena Społowicz, pasjonatka piękna, wiedzy i naturalnej pielęgnacji oraz pierwsza w Polsce (i na świecie) skin coach.

LNE: Ma pani za sobą niemal 20 lat doświadczenia w branży beauty — jest pani kosmetologiem, tworzyła pani Golden Spa, jako jedna z pierwszych w Polsce zgłębiała tajniki ajurwedy — proszę opowiedzieć nam nieco więcej o swojej drodze zawodowej…
Bożena Społowicz:
Po ukończeniu prestiżowego technikum elektromechanicznego w Bielsku-Białej (śmiech) postanowiłam zgłębiać nauki bardziej kobiece i związałam swoją przyszłość z kosmetologią. Tak naprawdę piękno zawsze mnie intrygowało, dodawało odwagi, czułam, że praca w branży beauty może być bardzo inspirującą i jednocześnie rozwijającą przygodą. Tak też się stało – kosmetologia okazała się nauką interdyscyplinarną o olbrzymim horyzoncie i niekończących się możliwościach kształcenia. Studiując najpierw kosmetykę pielęgnacyjną w dwuletnim studium, wiedziałam, że w tej dziedzinie dbałości o człowieka można robić wszystko, że kosmetyka to dopiero początek. Kolejne studia wyższe i tytuł kosmetologa pokazały mi, że moja droga zmierza w stronę naturalnej, bezpiecznej profilaktyki przeciwstarzeniowej. Chciałam pójść dalej i poznać zależności pomiędzy dietą a skórą i chemią a skórą. Poszerzyłam swoją wiedzę o studia podyplomowe z chemii i technologii kosmetyków oraz z dietetyki i diety w kosmetologii. Tak się układało w moim życiu zawodowym, że jednocześnie uczyłam się i prowadziłam własne salony, dawało mi to możliwość wykorzystywania zdobytej wiedzy praktycznie od razu – to, czego się uczyłam, wprowadzałam w życie. 

Zadebiutowała pani w branży dość szybko, prawda?
Moja samodzielna droga zawodowo-biznesowa rozpoczęła się bardzo wcześnie, bo już jako 20-latka stworzyłam swój pierwszy gabinet. Najpierw salon kosmetyczno-fryzjerski, to było prawdziwe rzemiosło. Potem spa hotelowe, w którym jako pierwsi w Polsce wprowadzaliśmy do oferty zabiegi dalekowschodnich kultur pielęgnacji ciała – ajurwedy. To wtedy zostaliśmy docenieni i wyróżnieni przez LNE. Potem był dzienny ośrodek spa w mieście, miejsce odpoczynku i naturalnych receptur, tam (do dzisiaj) tworzymy autorskie rytuały pielęgnacji ciała, pielęgnujemy twarz z należytym szacunkiem, tylko według naturalnych, sprawdzonych procedur kosmetologicznych. 

Po latach pracy „przy fotelu” zdecydowała się pani na spore zmiany, dlaczego?
W 2011 roku wpadłam na pomysł, żeby moją pracę jako terapeuty/kosmetologa połączyć z innymi specjalizacjami. Zaprosiłam do współpracy najpierw dietetyka, potem „life coacha” – osobę, która była nam bardzo pomocna w motywowaniu i otwieraniu klientów na zmiany, na utrwalanie wypracowanych nawyków. Wtedy też profil mojego klienta (a w zasadzie moje otwarcie na jego potrzeby) zaczął się bardzo zmieniać. Zrozumiałam, że połączenie holistycznej wiedzy z zakresu dietetyki, chemii kosmetycznej, kosmetologii i coachingu daje faktycznie trwały efekt w każdej urodowej kuracji. 

Dziś jest pani pierwszym w Polsce, a może nawet na świecie „skin coachem”. Proszę opowiedzieć nam nieco więcej o swojej pracy… 
Skin coaching był w moim przypadku naturalnym efektem ewolucji zawodu kosmetologa. Bycie coachem skóry pozwala mi odejść od klasycznego podejścia do klienta i zająć się nim holistycznie. W swojej codziennej pracy wykorzystuję narzędzia coachingowe, takie jak określenie celu, prowokowanie do świadomego myślenia, motywowanie do zmiany nawyków, ale też bycie i wspieranie w osiąganiu jak najlepszych efektów dla klienta. Proszę pamiętać, że trwające nieraz latami problemy ze skórą przekładają się na wszystkie aspekty życia i niejednokrotnie są źródłem wielu życiowych problemów. Co do słowa coach, to początkowe obawy z czasem zniknęły przez doświadczenie wynikające z efektów pracy z dziesiątkami osób. Dziś jestem absolutnie świadoma trafności mojego wyboru. Napisałam nawet książkę pod tytułem „Skin Coach”,  która opowiada o drodze do zdrowej i pięknej skóry, jestem też słuchaczem kolejnych studiów, tym razem z zakresu rozwoju i komunikacji ze specjalnością coach! 

Czym charakteryzuje się praca ze skin coachem?
Dzięki technikom coachingowym to klient współodpowiada za efekty naszej pracy. W pracy kosmetologa jest inaczej – odpowiedzialność za efekt spoczywa w całości na specjaliście. Nie ma miejsca na rozwój ani zmianę u klienta. Działamy powierzchownie na skórę i czekamy na efekty, podczas kiedy jako skin coach umiejętnie korzystam z narzędzi, dokonuję systematycznej, celowej, kompleksowej zmiany, która objawia się poprawą wyglądu kompleksowej zmiany, która objawia się poprawą wyglądu i kondycji skóry, ale niesie ze sobą szereg zmian w świadomości i życiu klienta.

Jak wygląda proces pracy z klientką?
Na samym początku wspólnie określamy cel, na podstawie odpowiedzi klientki na moje pytania próbuję ustalić, po co klientka do mnie przyszła. Czasem jest to tylko konsultacja i dobór odpowiedniej spersonalizowanej pielęgnacji. Ale częściej moja praca to coaching dotyczący przekonań, akceptacji, możliwości wprowadzania zmian. 

Zaciekawiło mnie to, że zaleca pani swoim klientom określone zabiegi kosmetologiczne, ale sama ich nie wykonuje (mimo ogromnego doświadczenia praktycznego). Dlaczego?
Najnormalniej w świecie nie mam już na to czasu (śmiech). Poza tym niewiązanie się z konkretną marką czy metodą pozwala mi proponować klientom faktycznie to, czego potrzebują. 

Podczas spotkań z klientkami spotyka się pani z wieloma mitami i błędami w pielęgnacji — czy są wśród nich takie, które panią zaskoczyły?
Największym błędem jest brak wiedzy i ignorancja. To chyba najbardziej mnie zaskakuje. W pewnym sensie nie dziwię się, że kobiety zmęczone są zalewającymi je informacjami o tym, co działa, a co nie, jednak namawiam je do wsłuchania się w siebie i potrzeby swojej skóry, zalecam więcej umiaru i rozsądku. Zwracam też uwagę, aby nie ulegać modom i opiniom osób, które piszą lifestylowe blogi, nie mając wcale doświadczenia w pracy z czyjąś skórą. A mitów jest wiele, piszę o nich na moim blogu – chociażby kilkuetapowe mycie skóry albo używanie do higieny chusteczek nawilżających zamiast wody i mydła, albo stosowanie pseudoodżywek do rzęs mających cudowne właściwości przyspieszające wzrost włosa czy smarowanie skóry olejami bez znajomości ich budowy i działania. Takich błędów jest wiele.

Łączy pani wiedzę z  zakresu kosmetologii, technologii kosmetyków, dietetyki i coachingu — czy myślała pani o tym, żeby stworzyć szkołę skin coachingu? A może już istnieje możliwość szkolenia się pod pani okiem?
Taka akademia skin coachów  jest moim ogromnym marzeniem! Myślę, że wniosłaby dużo dobrego dla klientów, ale też dla samych kosmetologów/terapeutów. Równocześnie wierzę w spersonalizowaną pielęgnację i dobór kosmetyków, które można by było zrealizować jak receptę. Jeszcze nie szkolę innych, chociaż wierzę, że takie szkolenia będą naturalną odpowiedzią na nurt, który rozwijam.
Jakie cechy i jaką wiedzę powinna mieć osoba chcąca zajmować się skin coachingiem?
Taka osoba powinna wierzyć w swojego klienta, umieć wydobywać z ludzi ich mocne strony, być nastawiona na rozwiązania i rezultaty oraz być ekspertem w swoich dziedzinach. Poza tym cechować się dużą uważnością, empatią i potrafić słuchać! Aby zajmować się skin coachingiem, trzeba mieć kompleksową wiedzę kosmetologiczną w małym palcu.

W połowie lutego ukazuje się pani książka „Skin Coach” — co znajdą w niej czytelnicy?
Myślę, że wszystko to, czego potrzebują, aby mieć zdrową i piękną skórę. Ale przede wszystkim narzędzia, które pozwolą im zacząć przygodę ze skin coachingiem. 

Będzie pani gościem 35. Kongresu LNE — czym podzieli się pani podczas spotkania z profesjonalistami z branży beauty? 
Pokażę, jak wykorzystywać coaching w pracy z klientem gabinetu kosmetycznego w oparciu o specyficzne, autorskie narzędzia pracy. Opowiem też o samej idei skin coachingu, który jest świetnym sposobem na własny rozwój, bez konieczności zawierania długoterminowych umów z bankami, bez zaciągania kredytów, tworzenia biznesplanów i tego wszystkiego, co przygniata dziesiątki kosmetologów, zabierając im przyjemność z wykonywania zawodu. Skin coaching jest prokobiecym, promującym piękno zawodem przyszłości, który mam nadzieję będzie rozwijał się dynamicznie jako gałąź równoległa do kosmetologii i innych zawodów dbających o piękno i zdrowie człowieka.